Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdziały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdziały. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 77 - Nawet ludzi z Nutellą?

6 komentarzy:


Wracałam zmęczona do swojego pokoju. Trening przez prawie trzy godziny jednak był męczący. Zabawne, trenując nie zdawałam sobie sprawy, ile czasu minęło. Dzięki przypływowi adrenaliny (Hydron nie wspomniał, że z czasem wrogowie zaczną atakować nie tylko bakugany, ale i NAS, co byłoby dosyć przydatną informacją...) również nie czułam żadnego zmęczenia, do momentu gdy stamtąd nie wyszłam. Teraz to całe bieganie dawało się odczuć, ale nie przeszkadzało mi to aż bardzo, w końcu byłam przyzwyczajona do wysiłku, choć sama myśl, że się zmęczyłam była nie do przyjęcia. To pokazywało, że za długo siedzę w miejscu...Nie dobrze...
Odłożyłam Wyrocznię na szafkę przy łóżku, obok zepsutej lampy, którą kiedyś przez przypadek stłukłam (o ile celowe rzucenie nią o ścianę z frustracji na samą siebie można nazwać przypadkiem...) i postanowiłam wziąć prysznic. Potrzebowałam go nie tylko z oczywistej potrzeby higieny, ale chciałam także uspokoić swój umysł, a zimna woda jest w tym najlepsza. Współpraca z Hydronem szła dobrze, w każdym znaczeniu, bo i na polu bitwy i w czymś w  rodzaju przyjaźni. Jednak dalej miałam pewne obawy. Nigdy nie walczyłam z Zeneholdem, ale skoro dał radę pokonać Starożytnych, to jednak musiał dysponować sporą siłą. Przyszło mi nawet do głowy, żeby w ostateczności przywołać swojego dawnego bakugana Pyrusa. Ech, ile ja jej nie widziałam...Ale nie, miałam ją chronić, a jest najbezpieczniejsza gdy jest z dala ode mnie. Trochę przykre, ale co poradzić? Mocą mogła przewyższać Drago, jeżeli Zenehold położyłby na niej swoje łapska, byłyby spore problemy. A co jak co, ale problemów mam pod dostatkiem, za nowe podziękuję.
Szczęśliwie mam własną łazienkę (jacy oni łaskawi, że nie kazali mi dzielić jednej z Shadowem!), więc już po krótkiej chwili znalazłam się tam, zrzuciłam z siebie ubrania i z uśmiechem powitałam orzeźwiająco zimne krople wody. Przymknęłam oczy, czując jak niespokojnie myśli ulatniają się razem z nadmiernym ciepłem ciała, spływały razem z kroplami, żeby za chwilę całkiem zniknąć. Szkoda, że to nie działało na dłużej, bo byłoby całkiem przydatne. No bo, spójrzmy prawdzie w oczy, kto by nie chciał, żeby nieprzyjemne myśli znikały w ciągu kilku sekund? Jednak na razie trzeba się zadowolić prysznicem. Albo Nutellą, tym pysznym czymś do smarowania kanapek na ziemi, co i tak wyjadałam łyżką zamiast smarować chleb. Shun raz żartował (tak, Shun i żartował, zdaję sobie sprawę jak to niesamowicie brzmi!), że na urodziny powinien mi kupić wielki słoik nutelli....

- Mniam mniam! - wyciągnęłam ręce niczym zombie w kierunku Dana, który trzymał w rękach słoik tej pysznej substancji, porównanej do jedzenia bogów. Rzuciłam się w jego stronę, ale na mojej drodze stanął Shun.
- Co ty robisz? - zapytał, patrząc na mnie jak na kosmitę. Nie zresztą, żeby aż tak mijało się to z prawdą, gdy byłam pod wpływem cukru zachowywałam się co najmniej dziwnie...
- Uh, Nutella ucieka! - krzyknęłam zdesperowana, wyminęłam czarnowłosego i popędziłam jak strzała w kierunku niczego nieświadomego chłopaka.- Łapać go!
- Huh, co się...- Dan już miał się odwrócić (wiecie, próbę zaatakowania dyskretnie zepsuł trochę fakt, że wydzierałam się jak Tarzan...), gdy wgryzłam się w jego ramię. Od tak, po prostu. Krzyknął, a ja zostałam szarpnięta do tyłu. Shun popatrzył na mnie jak na wariatkę ( co, niespodzianka, nie mijało się ani trochę z prawdą!).
- ONA MNIE UGRYZŁA!- szatyn pisnął jak mała dziewczyna, na co Shun spiorunował go wzrokiem.
- Akemi, nie gryzie się ludzi!- pogroził mi palcem jak małemu dziecku.
- Nawet ludzi z Nutellą? - zapytałam, robiąc minę niewiniątka. Chłopak się załamał.

Właśnie...Shun...
O nie nie nieee!
Przekręciłam pokrętło do kontrolowania temperatury bardziej w lewo, przez co woda stała się niemal lodowata.
Odetchnęłam cicho. Zadziałało...
 Po kilku minutach zakręciłam wodę i owinęłam się ręcznikiem.
Oparłam ręce na umywalce i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Schudłam. Zresztą, nic dziwnego, jak większość czasu do tej pory spędzałam albo na uciekaniu, albo leżeniu i użalaniu się nad sobą, jedzenie było bardzo odległą potrzebą. Zazwyczaj tylko przekąsiłam coś na szybko, żeby uciszyć żołądek, gdy głośno dawał o sobie znak po dwóch lub trzech dniach. Mogłabym wytrzymać dłużej, ale to burczenie mnie irytowało. Dalej, zbladłam. Ogółem moja skóra nigdy nie należała do tych brązowych, ale teraz bladość o wiele bardziej rzucała się w oczy, była niemal chorobliwa. Też nie ma co się dziwić, tutaj nie było słońca, tylko światło żarówek, które doprowadzało czasem do szału. Worki pod oczami były widoczne, ale tragedii nie było...raczej...Ale oczy. Oczy pokazywały, że jestem wykończona - w środku. Zawsze to wiedziałam, że oczy są jakby oknem do ludzkiego wnętrza. Uśmiech mógł ukryć wszystko, ale oczy nie.
Westchnęłam cicho i odgarnęłam włosy z twarzy. One za to trochę urosły, bo miałam je już prawie do pasa. I cóż, nawet tak mi się podobało.
Mrugnęłam.
Zwykłe, normalne ludzkie zachowanie.
Ale nie patrzyłam już na swoje odbicie w lustrze. Teraz widziałam tam Ayako, uśmiechającą się złośliwie. Moje oczy gwałtownie się rozszerzyły, cofnęłam się o dwa kroki, jednak obraz w lustrze ani drgnął.
- Ile razy mam cię zabijać, co? - warknęłam, starając się uspokoić przyśpieszone bicie serca.
- Nie wiem, może tyle razy ile ja próbowałam zabić ciebie? - prychnęła sarkastycznie i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Głos nie wydobywał się z lustra, słyszałam go w głowie.
- Ukazujesz się w formie aluzji, tak? - zmrużyłam lekko oczy.
- Wiesz Akemi, wzrok zawsze bardziej przeraża ludzi niż inne zmysły - powiedziała już nieco spokojniej.- No chyba, że sam dotyk. Dotykanie czegoś a nie widzenie tego, jest jeszcze straszniejsze...Jak na przykład dotykanie ciepłej cieczy, która w rzeczywistości jest krwią.
- Aha, dzięki za twoje psychologiczne rady, ale możesz się wynosić? - zapytałam zniecierpliwiona.
- I tak jestem ładniejsza od ciebie.
- Akurat! - prychnęłam.- Jesteśmy identyczne!
- Wcale nie. Po pierwsze, ty jesteś troszkę zniszczona, w przeciwieństwie do mnie...- nagle uśmiechnęła się złośliwie.- Poza tym, jestem od ciebie troszkę...większa tu i tam...
Powieka mi lekko drgnęła.
- Hej, wypad z tego lustra! - wrzasnęłam.- Mam wystarczająco dosyć słuchania twojego głosu w głowie, nie muszę jeszcze patrzyć na twoją gębę!
- Przypominam ci, że z twarzy jesteśmy podobne -Ayako zachichotała.
W ogóle zastanawiałam się, jakby to wyglądało z boku. Co jak co, ale właśnie wrzeszczałam na lustro i, z perspektywy innych, na swoje własne odbicie.
Zagotowało się we mnie. Tego już było za wiele!
Uderzyłam pięściami w umywalkę, wkładając w to za dużo siły, bo runęła na podłogę. Zamrugałam zaskoczona.
- Brawo, brawo - siostra zaklaskała, patrząc na mnie z politowaniem.- Naprawdę, to wszystko zmieniło. Muszę się teraz poważnie zastanowić nad swoim światopoglądem!
Taaaak, teraz już pamiętałam, czemu się tak nie lubiłyśmy...
- Wynocha! - krzyknęłam i zbiłam gołą ręką lustro. Kolejne, ech, ile to już lat nieszczęścia sobie nabiłam?
Skrzywiłam się jednak lekko, gdy dwa odłamki boleśnie wbiły się w moją rękę a z ran zaczęła sączyć się szkarłatna krew. Przeklęłam cicho pod nosem.
- Powinnyśmy się nazywać Guren*, zamiast Ichiro** - dobiegł mnie śmiech Ayako.
- Nie, Ichiro brzmi lepiej i bardziej pasuje, a przynajmniej do mnie! - warknęłam, wyjmując ostrożnie odłamki szkła z ręki. A przed chwilą wszystko było już tak pięknie! Pozbyłam się obaw co do wygranej, udało mi się nie rozmyślać o Shunie, ale nie! Ona musiała się pojawić i to wszystko zepsuć!
- Wynoś się...- mruknęłam, stukając się lekko w głowę. Zaśmiała się głośniej, co tylko bardziej mnie rozjuszyło.- No przestań!
Och nie siostrzyczko, zostanę już z tobą!
Po moim bladym trupie! 
Kusząca oferta...
- Aaaach, zamknij się wreszcie! - krzyknęłam, łapiąc się za głowę, w której już mi się kołowało. Nagle poczułam się o wiele słabiej, pewnie zaczynała mieć już wpływ na moje ciało. Ale...jak? Jak ona to wszystko robiła?!
Nie, zamierzam cię gnębić, siostrzyczko, do ostatniej sekundy twojego marnego życia. Mój głos, tak znienawidzony przez twój zmysł słuchu, będzie ostatnim, jaki usłyszysz!
Tego było za wiele!
- Zostaw mnie, zostaw! - ryknęłam, czując jak całe moje ciało zaczyna drżeć z nerwów. Obraz przed oczami zaczął mi się powoli rozmazywać, nogi zrobiły mi się nagle jak z waty.- Zostaw, zostaw, zostaw!
Jakoś ręką znalazłam klamkę i wpadłam do swojego pokoju. Jednak nie utrzymałam się na nogach i upadłam na kolana. Bicie serca mi znacznie przyśpieszyło. Przyłożyłam dłonie do skroni i próbowałam się uspokoić. Im bardziej się denerwowałam, tym gorzej się czułam.
Wyrocznia coś do mnie mówiła, ale jej nie słuchałam. Zamknęłam oczy, zatkałam uszy, usiłowałam się wyciszyć. Skupiłam się na dźwięku bicia swojego serca. Słyszałam każde jedno uderzenie, zaczynało powoli zwalniać.
Nie wygrasz, Ichiro. Nie wygrasz...
 Jęknęłam cicho i łzy podeszły mi do oczu. Byłam tym zmęczona. W duchu błagałam, żeby to się już jak najszybciej skończyło. Chociażby tu i teraz! Chciałam, żeby przestało boleć! Teraz, natychmiast! Zanim zaboli jeszcze bardziej...! O ile to w ogóle możliwe...Ale nie chciałam tego sprawdzać. Bo, czy mogło być jeszcze gorzej?
- Akemi - natychmiast otworzyłam oczy na dźwięk swojego imienia. Podniosłam wzrok na blondyna, który patrzył na mnie przestraszony. Rzucił coś na łóżko i kucnął obok mnie. Delikatnie złapał mnie za ramiona.- Co się stało?
- N-nic...- wymamrotałam, a on nagle się mocno zarumienił.- He? Co...?
- Bo...ty...- zrobił się bardziej czerwony a ja uświadomiłam sobie, że przecież klęczałam na podłodze w samym ręczniku. W głowie się załamałam, jednak na zewnątrz nie dałam tego poznać. Tylko tego by mi brakowało...
- Ach...wybacz...- uśmiechnęłam się, lekko zakłopotana.
- To...powiesz co się stało? - pomógł mi wstać i odwrócił wzrok.
Przez chwilę rozważałam powiedzenia mu prawdy, ale...jakby to brzmiało? Słyszę w głowie głos swojej siostry którą ostatnio zabiłam, ale się do tego nie przyznałam i w ogóle nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi?
- Miałam straszny ból głowy - odparłam, poniekąd nie kłamiąc.- I było mi bardzo słabo...
- Chcesz jakieś lekarstwo, albo coś? - zapytał troskliwie. Pokręciłam głową.- Skoro tak twierdzisz...
- A w ogóle, to po co przyszedłeś? - postanowiłam zmienić temat. Rozchmurzył się natychmiast i wskazał na przedmiot, który wcześniej rzucił na łóżko. Przyjrzałam mu się i zmarszczyłam brwi.- Suknia?
- Tak, musisz ją założyć - spojrzałam na niego spojrzeniem typu 'OSZALAŁEŚ?!'. Westchnął cicho.- Musimy iść na kolację. Z moim ojcem, więc musisz wyglądać jak moja narzeczona.
Przetwarzanie informacji w toku.
Ech...widać mogło być gorzej.


****

*Guren - szkarłat
**- Ichiro - jedna droga

Szczerze mówiąc, zabawne jest to, że co do tego drugiego, do wczoraj o tym nie wiedziałam O.o
Ale cóż...bardzo trafne. Imię 'Akemi' można tłumaczyć na wiele sposobów, wiele słowników więc i wiele znaczeń, np : jasność, piękno lub, co najbardziej mi się spodobało a czego dokładnego zapisu nie pamiętam, płonące serce
Również całkiem trafne!
Tak czy inaczej, mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał. Sama jestem z niego nawet zadowolona. Błędów nie sprawdzałam, więc mogą tam być (czają się jak czajniki!).

Rozdział dedykowany mojej kochanej Lou! Za tekst z Nutellą oraz za stwierdzenie, że jestem gorsza od psychopaty. W końcu takich komplementów zbyt często się nie dostaje xD

EDIT: No, co prawda jeszcze nie cała gotowa, ale dodałam zakładkę 'galeria'. Teraz tylko zeskanować jeszcze nowe obrazki, które spoczywają na moim biurku, zagrożone zjedzeniem przez psa i dodać tutaj ._.''

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 76 - Um...my...szaszłyki! Tak! Chcemy się zgrywać w robieniu szaszłyków! No wiesz, ja papryka, on kurczak...

16 komentarzy:

Byłam spokojna. Zbyt spokojna. Czyżbym była zbyt pewna siebie? I czy w ogóle mogłam teraz być czegoś pewna?
Wpakowałam się w kolejne problemy...Ale czy w sumie kiedykolwiek wyplątałam się z poprzednich? Czy kiedykolwiek był moment, kiedy żadnych nie miałam?
I czy mogłabym przestać wreszcie zadawać pytania?
Tak, chyba już skończyłam...
Siedziałam na podłodze, opierając się plecami o łóżko Hydrona. Książę spał, choć sporo mu zajęło zanim usnął. Leżał i wbijał pusty wzrok w sufit przez ponad godzinę. W całkowitej ciszy.To było...to było straszne.
Porywaliśmy się chyba z motyką na słońce. Dopiero teraz zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. Brawo Ichiro, jak zawsze zastanawiasz się wczas. Bo po co wcześniej, zanim podejmiesz decyzję i znowu wszystko zepsujesz? Ech...
Jednak nie miałam chyba lepszego wyjścia niż mu pomóc. Wątpiłam, czy sam da radę a wolałam już mu pomóc i posadzić jego na tronie. Chociaż, straciłam pewność, czy chodziło mi tylko o to, że wtedy pomoże mi, czy już o to, że chciałam zrobić coś dobrego dla niego.
Spojrzałam na śpiącego blondyna. Oddychał niespokojnie, jego ręce od czasu do czasu lekko drgały, powieki zaciskały się wtedy mocniej. Raczej nie miał zbyt przyjemnych snów, ale co się dziwić, w końcu był torturowany, choć nie powiedział jak. Zresztą, chyba nie wypadało o to pytać.
Przeniosłam wzrok na białą ścianę przed sobą i drewniane drzwi, elegancko ozdobione złotem, na samym środku uderzającej w oczy bieli. Miałam dość tej pułapki w której tkwiłam. Gdybym chociaż była więziona na zewnątrz...gdybym czuła wiatr we włosach i chłodne powietrze w nozdrzach...gdybym miała wolność poruszania się swobodnie....Wtedy zniosłabym to wszystko o wiele lepiej. Ale niestety, byłam tutaj zamknięta, jak ptak w klatce, moje skrzydła zaczynały zapominać jakie to uczucie latać.
Przymknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu, opierając ją na pościeli.

- To nie jest najlepszy pomysł, Dan! - krzyknęłam szybko, patrząc jak szatyn, zaraz po wyskoczeniu Shuna przez okno, wdrapuje się na parapet, aby również skoczyć.
- Skoro wy umiecie, to ja też! - chłopak wychylił się niebezpiecznie.- Już do was idę!
Popatrzyłam na niego z politowaniem i przeniosłam wzrok na Shuna.
- Pozwolisz mu na to? - zapytałam, patrząc na niego wymownie.
- A co, martwisz się, że nie będzie wyglądał lepiej niż teraz? - czarnowłosy ninja uśmiechnął się lekko, a ja zaśmiałam się na jego słowa. 
- To bardzo niemiłe z waszeeeej...- Dan zaczął spadać w dół. Shun ani drgnął, dalej patrząc na mnie z uśmiechem. Pokręciłam głową i nie przestając się śmiać, wyskoczyłam aby złapać szatyna, który właśnie leciał w dół z piskiem, którego nie powstydziłaby się nawet pięciolatka. Bez problemu wylądowałam na ziemi i niemal rzuciłam Dana na kolana.
- A teraz dziękuj za moją wspaniałomyślność - wyszczerzyłam się do niego.
- Po moim trupie! A ty - szatyn spojrzał na Shuna.- Miałeś mnie złapać!
- Zapomniałem - Shun wzruszył ramionami, nie przestając się uśmiechać.
- Zabić to mało...- Dan prychnął i wstał.- Foch forever na pięć minut!
- Machnij jeszcze grzywką - zachichotałam, na co gracz pyrusa jeszcze bardziej się obraził i odwrócił od nas. Czarnowłosy objął mnie lekko w pasie. Spojrzałam na niego i już po kilku sekundach utonęłam w jego oczach.

Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie. Tak, to było jedno z tych wspomnień, które choć bardzo bolało, to nie oddałabym go za żadne skarby. Tęskniłam, bardzo. Za bardzo. Gdy zamykałam oczy z powrotem na kilka sekund byłam z Danem, Runo, Marucho, Baronem, Ace'm, Shunem...
Nie byłam pewna, czy uda mi się cokolwiek jeszcze naprawić. Dan, Dan może mi wybaczy. Runo, Marucho i Baron, raczej też. Ale Ace i Shun? Powiedziałabym, że to przysłowiowe marzenie ściętej głowy, ale w mojej obecnej sytuacji brzmiałoby to zbyt prawdziwie...
 Jesteś żałosna...
Świetnie, jeszcze jej tutaj brakowało!
 Słyszę to wszystko, wiesz? Jesteś jednym wielkim bałaganem. Żal mi ciebie. Tego nie da się słuchać.
Nie prosiłam cię o to.
 Twój kochaś ci nie wybaczy. Nie masz ochoty poużalać się trochę nad złamanym sercem? Nie cierpisz? Nie płaczesz? Może go wcale nie kochałaś?
Zamilcz...
 Boisz się do tego przyznać, co? Jakoś zbytnio nie rozpaczasz, może to blondyn obok ciebie cię zainteresował? Wiesz, podobno blondyni dobrze pasują z brunetkami!
 Przestań! Przestań już!
Boisz się prawdy, siostrzyczko. Zawsze się jej bałaś. Spójrz, jakie to przyniosło efekty. Teraz to ciebie wszyscy nienawidzą. Jakie to uczucie?
- Wynoś się z mojej głowy! - wrzasnęłam, wplątując palce we włosy i boleśnie je zaciskając. Zacisnęłam mocno powieki i poczułam, jak łzy ściekają mi po policzkach. Jej słowa zabolały o wiele bardziej, niż jakikolwiek z ciosów cielesnych, jaki przyjęłam. Skuliłam się i zaczęłam drżeć.
Nie chciałam tego przyznać, ale bałam się. Bałam się, że ma rację, że inni mnie nienawidzą. Że miłość zmieniła się w nienawiść i nieważne co dalej zrobię, i tak nic się nie ułoży, dalsza egzystencja, bo inaczej tego nie nazwę, nie ma sensu. Zawsze się tego bałam - zgubić sens, zgubić powód. Podążanie cały czas na przód w nieznane było ciekawym rozwiązaniem, ale bez powodu do życia nie było nic warte.
Dlaczego to wszystko było takie trudne?! Czym sobie na to zasłużyłam...?
Poczułam ciepło naokoło siebie. Podniosłam powoli głowę i spojrzałam zapłakana na Hydrona, który usiadł obok mnie i teraz obejmował mnie ramieniem.
- Nie płacz - szepnął cicho, patrząc na mnie pustym wzrokiem.- Proszę.
Przyglądałam mu się przez chwilę, a potem uśmiechnęłam się lekko i skinęłam głową. Oparłam się o niego i przymknęłam ponownie oczy. Chłopak westchnął cicho i pogładził delikatnie dłonią moje włosy. 
- Nie zostawię cię - powiedział po dłuższej chwili, a jego głos brzmiał już bardziej normalnie.- Nie zostawię cię Ichiro.
- Dziękuję...-szepnęłam i, po kilku minutach braku odpowiedzi, pozwoliłam sobie zasnąć.

***


- ŻE CO?! - Wyrocznia wydarła się na cały głos. Skrzywiłam się, gdyż zrobiła to tuż obok mnie.
- Nie wrzeszcz tak głośno, stoję obok - mruknęłam, zatykając prawe ucho.
- Co ci do tego pustego łba wpadło, żeby pomagać temu napuszonemu księciu?! - najwyraźniej zignorowała moją prośbę.- Ty masz pojęcie w co się pakujesz?!
- A czy ja kiedykolwiek wiedziałam co robię? - spojrzałam na nią wymownie.
- I co, oczekujesz że on cię potem uwolni?! - przekręciłam oczami.- Co?!
 - A jaki mam inny wybór? - zaśmiałam się cicho.- Co mam zrobić? Schować się pod łóżkiem z paczką ciasteczek, tylko po to, żeby za chwilę wyskoczyć spod niego z piskiem, bo pewnie jest tam jakiś mały pająk?
- To nie jest zabawne!
- No, może troszkę - uśmiechnęłam się szeroko.- Słuchaj, to najlepsze co mogę zrobić. I przede wszystkim, co chcę zrobić. Pomogę mu, dlatego proszę ciebie, bo bez ciebie mi się to nie uda. Wyrocznio, proszę.
Bakugan westchnął cicho.
- Akemi, przecież dobrze wiesz, co o tym sądzę...- odparła spokojnie, a ja nieco się zmartwiłam. Jak miałam pomóc Hydronowi bez niej?! - Ale jestem twoją partnerką, jeżeli według ciebie to słuszne, pomogę ci. Pomogę WAM.
- Wspaniale - odetchnęłam z ulgą.- W takim razie chodźmy!
- Co? Dokąd? - Wyrocznia zdziwiła się i usiadła na moim ramieniu.
- Idziemy potrenować z Hydronem, w końcu trzeba się jakoś zgrywać! - wybiegłam ze swojego pokoju i od razu wpadłam na króla. Zatrzymałam się gwałtownie.
- Zgrywać? - zapytał, patrząc na mnie podejrzliwie.- W czym?
Myśl Ichiro, myśl! I lepiej żebyś wymyśliła coś sensownego!
 - Um...my...szaszłyki! Tak! Chcemy się zgrywać w robieniu szaszłyków! No wiesz, ja papryka, on kurczak...- wypaliłam co akurat przyszło mi do głowy. Swoją drogą, to chyba głodna jestem...
Zenehold popatrzył na mnie jak na świra.
- Szaszłyki?! 
- No, nie słyszałeś o nich nigdy, to takie patyczki z...
- WIEM CO TO SĄ SZASZŁYKI!
- To po co się głupio pytasz?! - usłyszałam jak Wyrocznia wzdycha na moim ramieniu. Spojrzałam na nią.- No co, źle mówię?
- Brak mi słów do ciebie...
- Kupię ci słownik na urodziny - wyszczerzyłam się, po czym spojrzałam z powrotem na króla.- Miło się gadało, ale muszę już lecieć! Papatki!
Wyminęłam go szybko i puściłam się biegiem przez korytarz. Nie było szans, żebym mu wcisnęła ten kit o szaszłykach. Na pewno już coś podejrzewał. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu.

***

- Dalej! Teraz! - krzyknęłam do Wyroczni, a gdy obracałam z powrotem głowę, zderzyłam się z również biegnącym Hydronem. Odbiliśmy się od siebie i oboje boleśnie upadliśmy na podłogę. Krzyknęliśmy równocześnie i spiorunowaliśmy się morderczymi spojrzeniami.
- Przestań na mnie wpadać! - krzyknął oburzony.
- To ty przestań! Wbiegasz na moją część pola walki! - zaprotestowałam.
- Ale to ty cały czas zmieniasz taktykę!
- A ty za wolno aktywujesz karty supermocy!
- A ty cały czas rzucasz Wyrocznię w nieodpowiednie miejsce!
- A ty...- taaaa, zgrywanie się szło nam po prostu wspaniale...
Wyrzucaliśmy tak sobie jeszcze przez kilka minut, aż nastąpiło ''No i dobra!'', po czym skrzyżowaliśmy ręce na klatkach piersiowych i odwróciliśmy się do siebie plecami.
Uh! Oboje lubiliśmy robić wszystko po swojemu, to okazało się trudniejsze niż myślałam!
- Ej, dzieciaki, przestańcie się na siebie obrażać i dojdźcie w końcu do jakiegoś porozumienia! - Wyrocznia odezwała się poirytowana. Dryoid stał spokojnie obok niej. Coraz bardziej było mi żal Hydrona. Ja mogłam z Wyrocznią porozmawiać, nawet jeżeli często się kłóciłyśmy i często chciałam ją wcisnąć do puszki po tuńczyku a potem wyrzucić do wody pełnej wściekłych bobrów i patrzeć jak ją konsumują, ale...ale chociaż mogłam się do niej odezwać. A on? Dryoid nic nie mówił, nie ruszał się jeżeli akurat nie był na polu bitwy. To było...przykre. Sprawiało, że książę był bardziej samotny.
Zaczęło mnie nagle zastanawiać, co dalej. No bo...załóżmy, że wygramy tą walkę jakimś cudem i...co potem? Przecież nie miałam dokąd pójść, bo przecież na ziemię nie wrócę...Wtedy zostaje albo błądzić po świecie i wymiarach, z nadzieją że...nawet nie wiem z jaką nadzieją...po prostu z nadzieją, albo zostać z Hydronem. Pokręciłam głową. Jeszcze nie wygraliśmy, więc nie musiałam podejmować takiej decyzji. A jeżeli tak się stanie, że zwycięstwo będzie nasze, to zrobię to co zawsze : pójdę za intuicją i impulsem.
- Dobra, Ichiro, spróbujmy jeszcze raz - Hydron odezwał się za mną, choć nie odwrócił się.
- Zgoda - westchnęłam.- Omówmy to jeszcze raz a potem ponówmy próbę praktyki.
Przedyskutowaliśmy jeszcze raz całą taktykę i w końcu zabraliśmy się za ''zgrywanie''
- Synteza supermocy aktywacja! - krzyknęłam, ładując kartę.- Blask światła!
- Supermoc aktywacja! Ostrze Murasame! - Hydron szybko dołączył się do walki przeciwko przykładowemu przeciwnikowi, którego udało nam się zaprogramować...

- Znasz się na tym? - blondyn zapytał, zaglądając mi przez ramię.
- Um...jaaaasne - wyszczerzyłam się zakłopotana. Spojrzałam załamana na ekrany naokoło siebie. Nawet nie wiedziałam na który patrzeć, co dopiero zaprogramować tutaj coś?! Ech, w takim momentach Marucho naprawdę by się przydał...
- Dlaczego jakoś ci nie wierzę? - chłopak spojrzał na mnie z politowaniem, obserwując moją absolutną niewiedzę.
- Nie doceniasz moich umiejętności - mruknęłam, klikając coś na klawiaturze. Otworzyło się jakieś okienko. O! Nieźle mi idzie! 
- Co teraz? - Hydron spytał, zacierając ręce. Zamilkłam. 
- Zepsułeś chwilę - podrapałam się w tył głowy, nie mając najmniejszego pojęcia, co mam tutaj wpisać.- Ej, macie tutaj wikipedię?
- Co mamy? - książę wytrzeszczył oczy.
- Rozumiem, że nie...a szkoda, tam jest wszy...a google? - moje oczy się zaświeciły.- Na google jest wszystko i różne instrukcje!
- Akemi, cokolwiek to moogle jest, wątpię żeby miało takie informacje - odparł spokojnie. Dałam sobie spokój z poprawianiem go. Muszę coś wymyślić, muszę...
- Dobra, to po prostu...- wystukałam na klawiaturze zdanie ''Przeciwnik do walki''.
- I ty myślisz, że to zadziała? -  blondyn prychnął.
- A masz lepszy pomysł, mądralo? - warknęłam, wstając z krzesła.- Jak chcesz to sam sobie to zaprogramuj!
- Dawaj to - zajął moje miejsce i zaczął wpisywać jakieś dziwne kody. Już po chwili na ekranie pokazało się słowo ''Gotowe'', a ja popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Wyciągnął się na fotelu i spojrzał na mnie z triumfalnym uśmiechem.
- Byłam na dobrej drodze...- mruknęłam, chcąc jakąś obronić swoje dobre imię.
- Chyba do wyjścia...

Tym razem kula światła pomknęła w stronę wroga a Dryoid idealnie schował się za nią i gdy tarcza naokoło przeciwnika pękła, zadał ostateczny cios. Hologram zniknął, a kawałek dalej pojawił się kolejny.
- Gotowa Ichiro?!
- Zawsze!
- Supermoc aktywacja! - krzyknęliśmy równocześnie, ładując kolejne karty.
- Wulkan pięści!
- Brama kryształu!
Kolejny przeciwnik zniknął.
Wymieniliśmy spojrzenia i uśmiechnęliśmy się szeroko. Może jednak była jakaś nadzieja, że nam się uda?
- Dalej, nie przestajemy teraz! Supermoc aktywacja! - blondyn się zaczynał rozkręcać.- Płochliwa ważka!
- Jasne! Strzała Odyna! - aktywowałam supermoc i z zadowoleniem przybiłam z Hydronem piątkę.
Walczyliśmy jeszcze przez jakiś czas. Chyba długi czas, bo przestaliśmy dopiero gdy się zmęczyliśmy.
- Hydron - odezwałam się po chwili, opierając dłonie na kolanach.
- Co? - poniósł na mnie zmęczony wzrok.
- Jesteś idiotą - skwitowałam.- Ale fajnie się z tobą gra.
Oby dwoje wybuchliśmy śmiechem. Szczerym, ciepłym. Takim, jakiego nam brakowało.


***
Muahahaha, jeeeest przed końcem miesiąca! xD
Ale...
To. Jest. Straszneeeee Q_Q
Obliczyłam, że zostało około 5 rozdziałów do końca serii (zależy od tego, czy coś jeszcze wymyślę i jak to wszystko rozłożę, bo wszyscy wiedzą, że jestem leniwa i nie chce mi się pisać meeeega długiego rozdziału ._.)
Jeszcze waham się co do drugiej serii....Ale w najbliższym czasie postaram się zdecydować...
Chcielibyście poczytać drugą serię? ^ ^

piątek, 8 marca 2013

Rozdział 75 - Mogli by zainwestować w dekoratora wnętrz! Albo w tabliczki z napisami typu 'TU JEST KUCHNIA' albo 'ICHIRO NIE WCHODŹ TU'...Chociaż to ostatnie na pewno mogłoby mnie sprowokować do zajrzenia tam...

4 komentarze:
Siedziałam niespokojnie, nerwowo zerkając naokoło siebie.
- Wpadniesz w obłęd jak tak dalej pójdzie! - zganiłam samą siebie.- Musisz coś zrobić!
Jednak nie było to takie łatwe. Co miałam zrobić? Volt nie żył, nie mógł mi już jakkolwiek pomóc. Lync nie żył i choć nigdy zbytnio za nim nie przepadałam, to jednak było mi go trochę szkoda. Robił wiele złych rzeczy, ale jego jedynym błędem było to, że wybrał złą drogę w życiu, ambicja go pochłonęła. Ale przecież dostrzegł swój błąd, nawet próbował go naprawić, dlatego było to przykre. A Shun...Shun nie dość, że miał mnie za zdrajcę, to jeszcze za mordercę, który odebrał mu jego przyjaciółkę. Genialnie. Moja sytuacja jest po prostu tak wspaniała, że nic tylko iść i się pociąć masłem. 
Westchnęłam cicho. Będzie tylko coraz gorzej, jeżeli nic nie zrobię. Ale co zrobić? Bardzo chciałam, żeby ktoś mi to teraz powiedział, znalazł wyjście z tego wszystkiego za mnie...Tak się jednak pewnie nie stanie. Ale siedzeniem i użalaniem się nad sobą nic nie zmienię, muszę wstać i coś wymyślić!
Zerwałam się na nogi i zaczęłam chodzić w kółko.
 Nic. Pustka. Zero genialnych pomysłów.
Albo jestem chora, albo po prostu wykończona.
Podeszłam do ściany. Uderzyłam w nią mocno głową. Nic. No to jeszcze raz! Zaczęłam uderzać coraz szybciej i mocniej, aż w końcu poczułam, że robi mi się ciemno przed oczami. Upadłam do tyłu i złapałam się za obolałą głowę. Nie wiedziałam, czy martwić się guzami które pewnie sobie nabiłam, czy też tym, że to nic nie dało.
- Myśl, myśl, myśl, myśl, myśl! - wykrzyknęłam na głos, szarpiąc się za włosy.- Co jest?! Czym sobie na to zasłużyłam?!
Momentalnie puściłam włosy a moje ręce opadły na podłogę. Doskonale wiedziałam, czym sobie zasłużyłam, ale...czy nie odpokutowałam już swoich win? Naprawdę musiało to się tak ciągnąć?! Brakowało mi już sił...Powodów...
Kroki na korytarzu.
Ani drgnęłam. 
Głosy.
Nie słuchałam słów.
Nacisk na klamkę.
Brak reakcji.
Może udam, że już nie żyję?
- Co ty robisz na tej podłodze? - Mylene warknęła. Przeniosłam na nią wzrok. Patrzyła na mnie z wyższością, usta wykrzywione w grymasie niezadowolenie, zimna aura naokoło niej. Chciałabym czasem być jak ona. Taka obojętna na wszystko inne...Chociaż i to miało na pewno swoją cenę do zapłaty. Jak wszystko.
- Odpoczywam - rzuciłam spokojnie, nie poruszając się.
- To czemu się wydzierasz i walisz w ściany, co?! Hydron traktuje mnie jak psa na posyłki, żebym sprawdziła co robisz - zmrużyła oczy. Ach, to wyjaśnia jej niezadowolenie.
- A to o psie aż tak mija się z prawdą? - zapytałam złośliwie.
Błąd.
Szybko znalazła się przy mnie i szarpnęła mnie do góry, boleśnie wbijając paznokcie w moje ramiona. Skrzywiłam się lekko.
- Milcz smarkulo, albo gorzko pożałujesz - Mylene syknęła, uśmiechając się tajemniczo.- Twój pobyt tutaj i tak niedługo się skończy i mogę ci obiecać, że będziesz sama błagać o śmierć.
Puściła mnie i udała się do wyjścia.
Drzwi trzasnęły a ja się zamyśliłam.
Może to wcale nie byłoby takie złe o to poprosić?

***

Drogi pamiętniczku,

Czołgam się właśnie po szybie wentylacyjnym. Myśli o śmierci mi przeszły, więc aby nie oszaleć udałam się na spacerek po naszym wspaniałym królestwie kucyków-vexosów. Przypominają mi trochę kucyki z My Little Pony, są przeuroczy!
A już zwłaszcza Mylene i Shadow, dwójka niezrównoważonych psychicznie różowych kucysiów, które na mnie polują. Niemiłe to, aj niemiłe. 
Przyjęcie z herbatką byłoby świetnym zajęciem, gdyby gospodarze nie podjęli decyzji mnie udusić. Niemiłe, bardzo niemiłe! Powinni się wstydzić, nieprawdaż? Złe wychowanie i maniery. Już ja im pokażę, jak się robi prawdziwe przyjęcie herbatkowe!
Tak czy inaczej, prawdziwym pytaniem mogłoby być ' Akemi, dlaczego chowasz się po wentylacjach i czołgasz się w tym kurzu mając królicze uszy na głowie i patelnię w prawej dłoni?'. Tak, to jest naprawdę  dobre pytanie. Nie ma na to chyba zbyt dokładnej i poprawnej odpowiedzi poza ' Bo to ja'.
Naprawdę, brakuje mi teraz sukienki księżniczki, tiary i magicznej różdżki. I byłoby po prostu tak pięknie, że bez żadnego problemu zamknęli by nas wszystkich w psychiatryku. No bo spójrzmy prawdzie w oczy! Shadow ogółem jest psychopatą, rzecz oczywista. Mylene, również odrobinkę niezrównoważona psychicznie wiedźma. Rzecz oczywista!  Hydron, nieszczęśliwy książę z manią imponowania ojcu, morduje swoich podwładnych. Też się załapie. Więc, abym i ja pasowała, herbatka i sukienka. Wszystko piękne!
A teraz może wyjaśnię, czemu myślę jakbym wypiła przynajmniej z dziesięć butelek. Otóż....
Wszystko było pięknie, leżałam sobie znowu na tej zimnej podłodze u Hydrona w pokoju. Wiesz, myśli samobójcze i te sprawy! Tak więc, nagle moje wspaniałe przemyślenia przerwał Shadow, który próbował mnie porwać. Mało zabawne! Ale jednak prawdziwe!
Więc pamiętniczku, Shadow zapomniał, że umiem się jednak trochę bronić, więc dziabłam go z całej siły w ramię, co natychmiast spowodowało mój upadek na ziemię. Potem, dalej będąc związana, usiłowałam się czołgać, co przypominało bardziej pełzanie, po podłodze, z daleka od porywacza. Jak się domyślasz, marnie mi to poszło, bo mnie zaraz złapał.Wtedy to dopiero zrobiło się nieciekawie! Ugryzłam go w nos, ale nie pomogło. Tak więc zaciągnął mnie do jakiegoś małego pomieszczenia, gdzie czekała na mnie Mylene. Gorzej być nie może? Ależ może! Zapraszamy do psychopatolandii, stąd nie chce się wyjeżdżać! Zresztą, nie da się...?
Potem następuje pogorszenie sytuacji. Nie wiem, co wiedźma planuje, ale nie wygląda to dobrze. Shadow ma mnie przywiązać do krzesła. Wykorzystuję swoje wspaniałe umiejętności całkowitego dezorientowania wrogów wrzaskiem 'KURCZAKI!' (nie, nie wiedziałam za bardzo czemu kurczaki, może po prostu dlatego, że polubiłam je podczas pobytu na ziemi?)oraz gdakaniem i wyrwałam się, gdy usiłował związać mi ręce. Jednak, napotkałam trochę trudniejszą przeszkodę - Mylene. Tak, jak się domyślasz, bardzo mnie to ucieszyło...
Odbiłam się od niej i upadłam boleśnie na swoje cztery litery, zapoznając je bardzo blisko z podłogą.
Zrywam się na nogi. Szturmuję jeszcze raz. Przewracam się razem z wrogiem. Przynajmniej to lądowanie było mniej bolesne. Zawsze to jakaś dobra strona!
Wiedźma mruczy pod nosem dosyć obraźliwe słowa pod  adresem mojej osoby. Zostaję szarpnięta do góry przez białowłosego szopa pracza. Podczas gdy Mylene zbiera się z podłogi, we mnie wstępuje duch walki i usiłuję odgryźć palce Shadowa. Szybko się jednak rozmyślam i zmieniam cel na jego ramię, przy okazji wyrywając mu trochę włosów z głowy, gdy jego ręce były zajęte próbą odepchnięcia mnie od ramienia. Ostatecznie nie będę opisywać całej tej szarpaniny, bo sama nie wiem jak to wyszło, ale mój but odbił się na twarzy Shadowa...Tak czy inaczej, skończyło się to tym, że zamiast mnie poraził prądem Mylene, więc wykorzystałam moment i wbiłam się na górę do tego oto pięknego szybu wentylacyjnego i tak oto jestem też tutaj! A, czy wspomniałam może, że słyszę głos mojej siostry w głowie?
- Ty naprawdę jesteś idiotką...
- Dzięki!
- To nie był komplement...Ja się nadal dziwię, że ty w ogóle żyjesz.
- Ja także, nie jesteś sama. Ale wiesz jak to się mawia, głupi ma zawsze szczęście!
- Taaa, jesteś idealnym przykładem!
 - Ma się to coś!
Wiecie co? To okrutne. Nie dostałam nawet szansy przestania z nią rozmawiać z własnej woli. Teraz pewnie myślicie 'Co?', więc odpowiem : spadłam na korytarz.
Jęknęłam, niezadowolona z mojego testu czujności podłogi (bo przecież ja się nigdy nie przewracam!) i rozejrzałam się. Nie znałam pomieszczenia w którym się znajdowałam, ale w sumie trudno byłoby je znać, tutaj wszystkie wyglądają tak samo! Mogliby zainwestować w dekoratora wnętrz! Albo w tabliczki z napisami typu 'TU JEST KUCHNIA' albo 'ICHIRO NIE WCHODŹ TU'...Chociaż to ostatnie na pewno mogłoby mnie sprowokować do zajrzenia tam...Ale mniejsza z tym!
Tak więc, pozbierałam się z podłogi i otworzyłam drzwi.
Co mi się ukazuje?
Poirytowana twarz Hydrona.
Natychmiast zamykam drzwi.

***

Ostatecznie blondyn wyważył drzwi i wpadł do środka, domagając się wyjaśnień. Jednak moja skomplikowana historia najwyraźniej go wcale nie przekonała, bo patrzył na mnie dosyć...hm...wkurzony? Tak, to najlepsze słowo.
- Akemi, zamilcz! Nic z tego nie rozumiem! - krzyknął poirytowany.
- Bo to wszystko wina tej zebry! - wrzasnęłam co mi przyszło do głowy, po czym zaniosłam się płaczem i uwiesiłam na jego szyi. Dezorientowanie wroga! Tak jest! Oto co Akemi Ichiro robi najlepiej proszę państwa!
I rzeczywiście, zadziałało, bo westchnął cicho i objął mnie niezgrabnie.
- No, już, nie becz, bo usmarkasz mi płaszcz - rzucił, ale nawet bez pretensji w głosie. Chciałam coś powiedzieć, ale jego uścisk stał się mocniejszy. Zamilkłam, wsłuchując się w bicie jego serca. Uspokoiło mnie to. Dotarło do mnie coś ciekawego, choć za razem oczywistego. Ten blondyn, ten wkurzający, wiedzący wszystko najlepiej, rozpuszczony i wymagający opieki jak dziecko książę, oraz bezwzględny i podły vexos...był jak ja...jego serce biło tym samym rytmem, też miał uczucia (choć czasem szło w to wątpić) i chyba też...też czuł się samotny w tym wielkim zamku, pełnym jego poddanych, którzy w każdej chwili mogliby wbić mu nóż w serce. Zaczęłam mu współczuć. Miał tak pewnie od zawsze. Dobijało mnie to uczucie, więc co dopiero musiał czuć on, jeżeli nigdy nie mógł sobie pozwolić na chwilę spokoju, okazania jakichś uczuć.
Przytuliłam go. Tak, tak po prostu. Taki zwyczajny ludzki gest, którego czasem każdy potrzebował. Zaczęłam się zastanawiać, jakby to wszystko było, gdyby był trochę łagodniejszy. gdyby wreszcie odseparował się od ojca i od vexosów. Kto wie, może mógłby być naprawdę dobrym przyjacielem? I w sumie, czy już nim nie zaczynał być? Chronił mnie, i po co? Wiedział, że nie dam mu nic w zamian, a jednak udawał, że jestem jego narzeczoną, tylko po to aby mnie chronić. Może jednak była dla niego jeszcze jakaś nadzieja?
Staliśmy tak jeszcze przez jakieś dwie minuty. Cieszyło mnie to. Sama też potrzebowałam, żeby mnie ktoś przytulił. Na chwilę czułam się spokojniejsza, może nawet odrobinę bezpieczna?
Żałowałam, że to nie Shun. Że to nie jego ramiona mnie otaczały, że to nie jego zapach wypełniał moje nozdrza, że nie mogłam usłyszeć jego opanowanego głosu, szepczącego mi coś cicho do ucha. Tylko on dawał mi to całkowite poczucie bezpieczeństwa i uczucie, że jestem ważna i potrzebna. Tęskniłam za tym, ale miałam to nieprzyjemne wrażenie, że zostanie to już tylko wspomnieniem.
Pierwsza go puściłam, a następnie sam opuścił ręce i cofnął się do tyłu o krok.
- Przepraszam - wymamrotał zakłopotany.- Nie powinienem...
- Nic się nie stało - uśmiechnęłam się do niego lekko, co on odwzajemnił. - Tak w ogóle, to...po co tu przylazłeś? - końcówkę dodałam typowym dla siebie zaczepnym tonem.
- Szukałem cię...Przypuszczam, że wiesz może dlaczego Mylene i Shadow wyglądają jak po wojnie z krwiożerczą bestią? - spojrzał na mnie wymownie.
- Yyy...tego...bo może tak było - wyszczerzyłam się do niego, a on westchnął zrezygnowany.
- Ichiro, naprawdę szukasz sobie kłopotów - zaśmiał się cicho.- Ale za to cię lubię. A tymczasem wysłałem ich na ziemię.
- Na ziemię? - zaciekawiłam się.- Po co?
- Nieważne - warknął, a ja się lekko wzdrygnęłam. O czymkolwiek myślał, wywoływało to u niego złość.- Mam plan. Który będzie korzystny dla wszystkich.
- Jaki? - zapytałam niepewnie.
- Już czas...żebym zajął miejsce ojca na tronie! - ruszył w stronę wyjścia.
- On się na to nie zgodzi...- rzuciłam cicho.
- Porozmawiam z nim.
Westchnęłam i ruszyłam za nim. Ten idiota nie miał pojęcia, w co się pakuje.

***

Czekałam w pokoju blondyna, gdyż nie pozwolił mi iść ze sobą. Sam chciał, nie zamierzałam tam wyważać drzwi i wpadać siłą.
Siedziałam na brzegu łóżka, wbijając wzrok w swoje energicznie machające w powietrzu stopy. Słyszałam każde tyknięcie zegarka, oczekując momentu, gdy drzwi otworzą się z hukiem i...właściwie to czego się spodziewałam? Że wpadnie tu zwycięsko z koroną na głowie i powie 'No mała, teraz będę królem!'' ? Mało prawdopodobne, choć pewnie byłoby to coś, co chciałabym usłyszeć. Chwila...chciałabym?
Drzwi otworzyły się powoli i cicho.
- No nareszcie, ile można cze...- zerwałam się na nogi i zamarłam, patrząc na Hydrona.
Blondyn wyglądał strasznie. Miał mnóstwo ran, cały się trząsł. Ale najgorsze były oczy. Wyrażały panikę, przerażenie, historię, może nawet i paranoję.
Szedł, ostrożnie stawiając każdy krok. Czułam okropny niepokój.
- Hydron? - zapytałam szeptem. Nie odpowiedział, wbijał we mnie tylko pusty wzrok.- Hydron? Co się stało?!
Milczał. Przeszedł obok mnie i upadł na łóżko. Był niemal w agonii. Sama zaczęłam się trząść.
- Co oni co zrobili? - uklękłam obok łóżka i delikatnie dotknęłam lewą dłonią jego policzka. Skrzywił się lekko.- Torturowali cię?
- Tak...- szepnął, a mnie przeszły ciarki.- Mylene i Shadow'owi się nie powiodło...oberwałem ja...
Zacisnęłam zęby.
To było niesprawiedliwe! Dlaczego on dostał tak za tych idiotów?! Dlaczego cały czas obrywał?!
Dlaczego był ciągle skazany na cierpienie, gdy nic takiego nie zrobił?!
Dlaczego...Dlaczego mnie to tak zdenerwowało?
Uspokoiłam się na chwilę, przyglądając mu się z troską.
Może dlatego, że przypominał mi trochę mnie samą, a może dlatego, że już zaczęłam go lubić?
Westchnęłam cicho.
- Muszę go pokonać - wyszeptał cicho, a jego głos brzmiał tak słabo, że jeszcze nigdy takiego nie słyszałam.
Zamyśliłam się na chwilę. Serce zaczęło mi być szybciej.
- Hydron...- zacisnęłam prawą pięść i spojrzałam na niego, już całkiem zdecydowana.- Stanę do walki. Razem z tobą.


***

Taaa, ja i moje ''napiszę szybciej'' xD
W każdym bądź razie, nie wyszło do końca jak chciałam, ale jestem zbyt leniwa, żeby poprawiać. Ech, co ta szkoła robi z ludźmi!

Mam nadzieję, że pomimo swoich błędów (a na pewno jakieś są, bo jestem tak zmęczona, że nawet nie chce mi się tego czytać...), rozdział Wam się spodobał.
I tak, w następnym rozdziale Aki i Hydrona czeka walka z Zeneholdem!
Ale nie wiem, czy opiszę ją dokładnie, dawno nie pisałam nic o kartach supermocy itd....
Coś wymyślę!
A tymczasem...do następnego rozdziału! ^ ^

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 74 - Ech, ale to nie czas na wytykanie błędów w utrzymywaniu czystości i higieny, alergia pewnie mało ich obchodzi. Swoją drogą, vestalianie też cierpią na alergię?

17 komentarzy:
Jak obiecałam, oto i rozdział! Muahaha, tego się nie spodziewacie!
****
- Co się tam stało? M-mówiłaś...serio? - Hydron posadził mnie na łóżku i sam usiadł obok. Wbił we mnie zatroskane spojrzenie, które zignorowałam. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jego pokój był dość imponujący, chociaż mimo wszystko trochę mnie przerażał. Swoimi białymi ścianami, płytkami na podłodze oraz białej pościeli przynosił mi na myśl szpital psychiatryczny. Elegancko ozdobione meble, brak okna...Tylko te meble nie pasowały. Brak okna mnie niepokoił.. Może dlatego, że często traktowałam okno jako drzwi, gdy chciałam niezauważona wyjść. Skoro nie było okna, nie było też poniekąd drzwi. A jeżeli nie ma drzwi... Nie można opuścić tego pomieszczenia. To jak... pułapka. Chociaż patrząc na moją sytuację, tak, byłam w pułapce.
- Tak, serio - rzuciłam beznamiętnie.
- Ale... ja nie rozumiem! - przeniosłam na niego w końcu poirytowany wzrok. Przyglądał mi się, nieco zszokowany i jakby niepewny. W głowie nadal miałam mętlik, trzęsłam się na myśl, że zabiłam Ayako, a ten jeszcze mnie drażni. Zero taktu. Westchnęłam cicho. W końcu mimo wszystko on o niczym nie wiedział. Ale może tak było lepiej? Ostatnie co teraz wypadało powiedzieć to 'Wiesz, mam złą siostrę bliźniaczkę, którą właśnie chyba zabiłam, bo się nienawidzimy od najmłodszych lat'.
- Czego nie rozumiesz? - zapytałam, siląc się na spokojny ton.
- Twierdzisz, że się tniesz, tak? - skinęłam głową. Teraz już musiałam się pogodzić ze swoim kłamstwem i go pilnować.- Ale dlaczego cały pomieszczenie było w płomieniach?
- Bo chciałam się bardziej efektownie zabić - mruknęłam ponuro, przymykając oczy.
- I wydostałaś się stamtąd? - prychnął, wyczuwając moje kłamstwa.
- W ostatniej chwili zmieniłam zdanie - odparłam cicho.
- Och, doprawdy? Niby dlaczego?
- Dla ciebie - uśmiechnęłam się lekko, patrząc na niego smutnym wzrokiem.- Nie chciałam cię zostawiać, stałeś mi się bliższy niż kiedykolwiek... Zaczęło mi na tobie zależeć.
Kłamstwa. Kłamstwa. Kłamstwa.
Ale w tym momencie wydawało mi się to najlepszym wyjściem z sytuacji.
Byłam skazana na śmierć, jeżelibym dalej nie kłamała.
Byłam na łasce tego księcia. Musiałam udawać jego narzeczoną. Nie było już żadnego innego powodu, dla którego Zenehold by mnie tu trzymał. Nie mogłam szpiegować wojowników, swojego bakugana też nie miałam. Więc biorąc pod uwagę fakt, że mogłam sprawować tylko problemy, król pewnie nie zamierzał ryzykować i zostawić mnie w zamku, gdyby jego syn oświadczył, że się jednak ''rozstaliśmy''.
Czekałaby mnie pewna śmierć. Najprawdopodobniej jeszcze z rąk Shadowa.
Już wolałam kłamać, niż zostać oddana w ręce tego psychopaty bez krzty uczuć.
- Mówisz serio? - odezwał się po chwili. Był zaskoczony, ale też jakby... zadowolony? Chociaż pewnie nie powinno mnie to dziwić.
Usłyszał coś, co zawsze chciał usłyszeć. Trochę źle się czułam, że go okłamywałam, mimo wszystko zdążyłam go trochę polubić. Owszem, był momentami nieznośny, irytujący i widać było, że jest rozpieszczony, ale poza tym dało się go znieść. Czasem nawet pośmiać. W środku czułam, że gdyby dać mu trochę miłości i zająć się nim, byłby całkiem dobrym towarzystwem.
Ale zastanawiałam się, czy ja powinnam być tą osobą. Zdawało mi się, że Hydron oczekiwał ode mnie więcej, niż mogłam mu podarować. Może nie powinnam wcale próbować, niż go zawodzić.
Może powinnam zostawić mu tą przewagę, że nie zawiódł się, bo nie miał go kto rozczarować.
Im bardziej nam na kimś zależy, tym bardziej to zaboli, gdy się go straci, albo ten ktoś nas zrani. A zrani na pewno. Taka jest kolej rzeczy. Prędzej albo później, spotkamy się ponownie z bólem i rozczarowaniem.
Ale cóż, nikt nie jest przecież idealny. Trzeba umieć wybaczać, prawda?
- Tak, serio. Jesteś w końcu moim przyjacielem - uśmiechnęłam się ponuro. Wtedy coś przykuło moją uwagę. Spojrzałam na swoją bluzę. Ślad krwi... zniknęły. Dyskretnie sprawdziłam też sztylet w kieszeni. Był czysty. Zbladłam. To niemożliwe, żeby krew tak sama znikała! O ile nie ma tutaj żadnego wampira...W sumie Shadow by pasował (albo Mikołaj z Ukrytej Prawdy! XD - Dop. Autorki, która prawie płakała ze śmiechu oglądając ten odcinek).
- Przyjacielem, no tak...- mruknął, nieco ponuro, co było kontrastem dla jego wcześniejszej nadziei. Wstał nagle.- Zostań tu i odpocznij. Przyślę kogoś, żeby się tobą zajął.
- Nie, dzięki, sama sobie poradzę - zaprotestowałam szybko. - A ty? Dokąd idziesz?
- Muszę coś załatwić - warknął, łapiąc swojego bakugana z szafki.
- Co dokładnie? - zmarszczyłam brwi.
- Muszę znaleźć Volta - mruknął.- Nikt nie odchodzi od Vexosów, bez pozwolenia. A pozwolenia nie dostanie się nigdy.
- Co chcesz mu zrobić? - zapytałam zaniepokojona.
- Spróbuję go przekonać, aby wrócił do nas - ciarki mnie przeszły na ton jego głosu. Coś szykował. I pewnie nic miłego, co mogłoby się spodobać czerwonowłosemu.
- Nie krzywdź go - wyszeptałam cicho- Proszę.
Na chwilę się zatrzymał, już z ręką na klamce. Przez kilkanaście sekund nic nie robił, nic nie mówił. Potem wyszedł bez słowa, zostawiając mnie samą.


***


Leżałam na łóżku, z zamkniętymi oczami. Nie chciałam przyglądać się bieli pomieszczenia. Bałam się chyba, że sama zwariuję. Musiałam przeanalizować swoją przeszłość. Na spokojnie. O ile wcześniej nikt nie spróbuje mnie zabić rzecz jasna. Chyba już się przyzwyczaiłam, że ktoś chce mnie co chwila zabić i nie wywoływało to u mnie już większych emocji ani lęku. W końcu ile razy można się bać tego samego?


Ciężko było przywoływać wspomnienia, które były niewyraźne, w niektórych brakowało szczegółów, ale musiało wystarczyć. MUSIAŁAM wiedzieć, skąd i kim jestem.
Urodziłam się w starej Vestroi. Dlaczego? Nie wiem.
Dalej.
Zostaliśmy tam. Ponieważ byłam człowiekiem który się urodził w świecie bakuganów, dostałam władzę nad ogniem.
- Ciekawe...- pomyślałam, wbijając wzrok w sufit.- Czyli... mogłabym spalić ten sufit i się zabić? Świetnie...
Przymknęłam oczy i ponownie skupiłam się na wspomnieniach.
Widziałam swoją matkę. Niską szatynkę z włosami spiętymi w bardzo staranny kok, z dość poważnym wyrazem twarzy, który łagodniał gdy się uśmiechała. Brązowe oczy, choć tak podobne do Miyoko Kuso, w przeciwieństwie do niej wyrażały spryt i inteligencję, całkowite skupienie. Cierpliwa i spokojna. Z wyrywków wspomnień dowiedziałam się, że to ona ćwiczyła ze mną umiejętności ninja. Jedna rzecz wyjaśniona.
Mój ojciec. Byłam do niego bardzo podobna. Rozczochrane czarne włosy, których nie dało się zbytnio ułożyć, zielone oczy które błyszczały i ukazywały pogodę ducha oraz poczucie humoru. Wysoki i nieco niezdarny (szkoda, że u mnie ta ''umiejętność'' się bardziej rozwinęła), miał bardzo ciepły uśmiech który zawsze odganiał ode mnie wszelki strach i obawy. Był porywczy i impulsywny. Tak, wdałam się w niego.
I Ayako, siostra bliźniaczka. Była ode mnie starsza o kilka minut. Zawsze starała się być we wszystkim lepsza. A ja, w swojej pogodzie ducha, nie widziałam jej zażartości z którą usiłowała to osiągnąć. Jedyne czego potrzebowała to miłości. Miłości, która dostała się tylko mnie.
Westchnęłam cicho. To nie była moja wina, ale jednak poczuwałam się nieco do odpowiedzialności.
Akira. Tak, pamiętałam to imię. Wysoki blondyn, tyle kojarzyłam. Często z nim rozmawiałam. Bardzo go lubiłam, ale nie tak jak on mnie. Za to Ayako właśnie się w nim zakochała. To dało jej kolejny powód, żeby mnie znienawidzić.
Moje wspominanie przerwały jakieś hałasy na korytarzu. Podniosłam się i bezgłośnie podeszłam do drzwi, czując że moje serce trochę przyśpieszyło. Coś się działo i to nie było nic dobrego, czułam to.
Przyłożyłam ucho do drzwi.
- Zamierzasz zabić ją u niego w pokoju?! - dobiegł mnie chichot Shadowa a mnie przeszły ciarki. Więc to już...
- Z niego nie ma wyjścia - ledwo usłyszałam głos Mylene.- I mów ciszej idioto!
Zacisnęłam zęby. Skoro tak bardzo chcieli mnie dostać, proszę bardzo. Wzięłam wdech po czym bez większego namysłu otworzyłam drzwi z całej siły, zaskakując tym dwójkę stojącą pod nimi. Shadow, który się o nie opierał, poleciał na przeciwną ścianę i uderzył w nią. Ja tymczasem odepchnęłam z drogi Mylene, która cudem złapała równowagę. Nie zatrzymałam się i nie czekałam aż się pozbierają. Biegłam dalej. Dokąd nie wiedziałam. Na razie przed siebie. Nie miałam lepszego pomysłu. Gdybym została u Hydrona, zostałabym w pułapce bez wyjścia. Miałam już większe szanse biegając jak jakiś wariat po całym pałacu. Chociaż, czy to aż tak by mijało się z prawdą? Zbyt normalna w sumie nie byłam.
- I tak cię dorwę Ichiro! W końcu się zmęczysz! - usłyszałam w oddali głos Mylene.- Gdy pozbędę się jednej narzeczonej, będę mogła spokojnie zająć jej miejsce!
- A ja myślałam, że kręci coś z Shadowem - zachichotałam pod nosem, zdając sobie sprawę, że niemal zapomniałam jak brzmi mój głos gdy się śmieję. Miła odmiana...
Ale miała rację. W końcu nawet i ja stracę siłę do dalszego biegania. Fakt faktem, że Shadow padnie pierwszy, ale mieli przewagę, lepiej znali ten pałac i mieli dostęp do kamer. Bez Hydrona... wszystko było na moją niekorzyść.
Przeklęłam pod nosem i zatrzymałam się. Gorączkowo rozejrzałam się po korytarzu. Szyb wentylacyjny. To jest to! Wracamy do dawnych nawyków!
Szybko wyjęłam kratkę i weszłam do środka. Zaczęłam się czołgać przed siebie, ignorując ilość kurzu. Mogliby tu trochę posprzątać! Ech, ale to nie czas na wytykanie błędów w utrzymywaniu czystości i higieny, alergia pewnie mało ich obchodzi. Swoją drogą, Vestalianie też cierpią na alergię?
O CZYM JA TERAZ MYŚLĘ?!
Aż się zatrzymałam, żeby na chwilę móc załamać się swoją własną głupotą. W takiej sytuacji ja myślę o alergii... To tak jakbym zaczęła się zastanawiać czy gdybym założyła durszlak na głowę to widziałabym świat tak jak dziurawy ser!
Chociaż w sumie to też ciekawe...
Nagle zauważyłam, że pode mną jest Lync, stojący na platformie do teleportacji.
- Co on wyrabia? - zaciekawiłam się i wtedy kratka pode mną się otworzyła, a ja spadłam prosto na różowłosego, bo jakżeby inaczej...
- Auuuaaa! - chłopak jęknął i spojrzał na mnie zdziwiony.- Akemi?
- Lync?
- Akemi?!
- Lync?!
- AKEMI! - wyglądał jakby chciał mnie rozszarpać.
-Em....Lync?
- Złaź ze mnie! Ten teleporter zaraz...
Nie dokończył.
Ten teleporter nas przeniósł.


***


Zgrabnie wylądowałam na ziemi. Rozejrzałam się.
Chwila...
- Bardzo dosłownie na ziemi - zdziwiłam się, rozglądając naokoło z zaskoczeniem- Lync, przeniosłeś nas na ziemię?
- Nie nas, tylko siebie! Znaczy, ciebie też! Ale przez przypadek! - Vexos popatrzył na mnie poirytowany.
- Okej, widzę że nie jestem mile widziana, nie musisz już tak tego podkreślać - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i wydęłam policzki jak małe dziecko.- Dlaczego SIEBIE tutaj przeniosłeś?
- Nie twoja sprawa - warknął a ja dostrzegłam, że trzyma coś w ręce.
- Co to? - Przechyliłam głowę na bok i wbiłam wzrok w jego dłoń, która się teraz mocno zacisnęła.
- N-nic takiego! - wypalił szybko, robiąc się lekko czerwony.
- No gadaj - Przekręciłam oczami.- Nie wiem czy wiesz, ale raczej nie mam z kim się tym podzielić.
- Nie obchodzi mnie, czy masz czy nie, nie twój interes! - mruknął poirytowany.- To sprawa między mną i Alice!
- Alice? - zamrugałam zaskoczona, a jego twarz oblał rumieniec.
- Za dużo powiedziałem - Lync przejechał dłonią po czerwonej twarzy.- Nieważne. Idź i zrób coś ze sobą, nie będę cię niańczył.
- Nie proszę o to - prychnęłam.- Mam coś do załatwienia skoro już tu jestem.
- No i świetnie. Ale nie błagaj mnie, żebym cię zabrał z powrotem do zamku! - zagroził.
- To Hydron ci każe po mnie wrócić - wzruszyłam ramionami, wcale nie mając ochoty wracać, ale lekko mu dokuczyć.
- Ja już nie wracam do zamku - szepnął cicho, a ja spojrzałam na niego zaskoczona.
- Życie Vexosa się trochę znudziło? - Uśmiechnęłam się lekko co on odwzajemnił.
- Można tak powiedzieć - Gdy się uśmiechał wyglądał trochę bardziej ludzko, trochę bardziej... jak zagubiony dzieciak.
- Nie dziwię ci się - westchnęłam- Siedzę tam i na was patrzę...i zastanawiam się jak dajecie radę być tacy okropni!
- Ja taki nie jestem – zaprzeczył, a ja spojrzałam na niego pytająco. Zmieszał się lekko.-Chciałem...chciałem być kimś ważnym, potężnym, żeby w końcu wszyscy mnie szanowali i się mnie obawiali! Ale nie umiem być taki bezlitosny jak Mylene, dwulicowy jak Hydron, czy nawet okrutny jak Shadow. Wpadłaś na mnie akurat wtedy, gdy wziąłem przykład z Volta i uciekłem.
Podrapałam się w tył głowy. Ja to jednak mam wyczucie czasu.
- Rozumiem - Skinęłam lekko głową.- W takim razie cieszę się, że uciekłeś. Ja pewnie nie mogę... Hydron mnie znajdzie.
- Przecież jesteś jego narzeczoną - zdziwił się trochę. Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Serio w to uwierzyłeś?
- Um...
- Okej, rozumiem. Ale to nawet lepiej, że byliśmy wiarygodni - Wzruszyłam ramionami.
- Czyli nic was nie łączy?
- Coś odrobinę podobne do przyjaźni - Nie chciałam mu zbytnio tego tłumaczyć.- Dobra, to znikaj do Alice.
- A ty?
- Wyczuwam tutaj troskę? – Wyszczerzyłam się na co on spiorunował mnie wzrokiem. Zaśmiałam się cicho.- Żartuję, żartuję. A ja muszę kogoś znaleźć.
- W takim razie powodzenia, Ichiro.
- I nawzajem - odparłam po czym się odwróciłam, założyłam kaptur i niemal bezgłośnie dodałam.- Będzie nam potrzebne...

***


Czułam jego obecność. Był niedaleko. Sama nie wiedziałam, co zamierzam zrobić gdy go znajdę. Cóż, może powinnam wrócić do mojej ulubionego planu z przeszłości, jakim było brak planu i improwizowanie? Tak, to mimo wszystko zawsze działało najlepiej. A przynajmniej lepiej niż siedzenie i obmyślanie planu który potem i tak musiałam nagle zmieniać.
Nie mogłam się nacieszyć świeżym powietrzem, szumem liści oraz błękitnym niebem. Radość mnie całkiem wypełniła, gdy byłam wolna. Tak, byłam wolna! W-O-L-N-A! Chociaż na ten krótki czas! Tak dawno nie czułam wiatru we włosach, nie oddychałam tak głęboko. Wszystkie problemy wydały się teraz tak odległe...
Gwałtownie się zatrzymałam na jednej z gałęzi. Zobaczyłam go. Siedział w środku jakiegoś jeziora, medytował. Jego czarne włosy lekko powiewały na wietrze. Usta były zaciśnięte w prostą linię, na jego twarzy malował się spokój i absolutne skupienie. Jego klatka piersiowa unosiła się w ledwo widocznych ruchach. Uważnie go obserwowałam, zapamiętując każdy szczegół. Kto mógł mi dać gwarancję, że to nie ostatni raz gdy go widzę? No właśnie, nikt.
Nagle Shun otworzył oczy i rozejrzał się. Schowałam się szybko za pniem drzewa. Usłyszałam, że wstał. No pięknie! Zaczęłam szybko skakać po gałęziach z powrotem w kierunku z którego przyszłam.
Tak, właśnie przed nim uciekałam choć go szukałam. Ech, sama siebie nie rozumiem, ale... chyba dlatego jest tak zabawnie.
Nie rozumiałam również, czemu ta pogoda ducha nagle do mnie wróciła. Ale nie to było ważne. Ważne, że wróciła.
Gonił mnie. Słyszałam go, pomimo jego starań osiągnięcia całkowitej bezgłośności. Musze mu to potem wytknąć.
- Stój! - Moje serce zabiło szybciej na dźwięk jego głosu. Uśmiechnęłam się pod nosem i przyśpieszyłam. Był ode mnie szybszy. To była tylko kwestia czasu zanim...
- Ej! - Zerwał mi kaptur z głowy. Zatrzymałam się. Mój oddech przyśpieszył. Powoli się odwróciłam, żeby na niego spojrzeć. Jego miodowe oczy rozszerzyły się w zdziwieniu. Uważnie mi się przyjrzał i powoli zabrał rękę.
- Akemi? – zapytał, a jego głos zadrżał. Nastała długa cisza. Zdziwienie zniknęło z jego oczu. Patrzył na mnie z wyrzutem.
- Nie wybaczył mi - pomyślałam i zaśmiałam się gorzko, na co on zmrużył oczy.
- Co tu robisz? - warknął, a jego głos przypominał mi stal. Był zimny i ostry.
- Zwiedzam - rzuciłam beznamiętnie. - Nie wolno?
- Vexosi nie są tutaj mile widziani - syknął.
- To co mówisz jest przykre - powiedziałam, siląc się na spokój.- Przykro mi, że tak mnie postrzegasz, zwłaszcza po tym wszystkim.
- Mówiąc ''tym wszystkim'' masz na myśli ten czas, gdy byłem ślepy? - skrzywiłam się lekko na jego słowa.
- Nie, mam na myśli ten czas gdy mnie jeszcze kochałeś...- Odwróciłam wzrok.
- Czyli wychodzi na to samo - mruknął.
Przez chwilę gapiłam się w trawę pod drzewem. Jednak po chwili... nie wytrzymałam.
- Czyli uważasz, że zmarnowałam tylko twój czas, będąc z tobą, tak? - Podniosłam na niego wzrok, starając się aby mój głos nie drżał.- Uważasz, że ta miłość, którą mi wyznałeś, była głupotą? Czymś bezsensownym, tak?
Nie odpowiedział.
Zresztą, nie chciałam znać jego odpowiedzi. Szkoda mi tylko było, że po tym wszystkim co razem przeszliśmy, nasza rozmowa sprowadzała się tylko do kłótni.
- W takim razie - odezwałam się ponownie, zimnym tonem.- Przepraszam. Przepraszam, że cię okłamałam. Przepraszam, że byłam za słaba, żeby wyrwać się wcześniej od Vexosów. Przepraszam, że zmarnowałam kilka miesięcy twojego życia. I przepraszam, że cię kocham.
Następnie, nie czekając na jego reakcję, szybko zniknęłam. Nie chciałam już więcej na niego patrzeć. Nigdy więcej. Koniec z cierpieniem. Nawet jeżeli to oznacza koniec miłości. Musze w końcu zacząć nowy rozdział w życiu.

*****

Huki i hałasy. Coś było nie tak, w powietrzu czułam dym. Przyśpieszyłam, przeskakując z gałęzi na gałąź, kierując się w stronę źródła zapachu. Im bliżej byłam, tym widoczniejszy stawał się ogień.
- Co jest? - mruknęłam pod nosem, czując coraz większy niepokój. Ogień i to nie z mojej winy? Nie brzmi dobrze.
Zeskoczyłam na ziemię i dalej biegłam, gdyż drzewa znajdujące się zaledwie kilka metrów ode mnie płonęły. Szybko pod nimi przebiegłam, rękawem zasłaniając usta i nos. Nie znałam miejsca w którym się znalazłam. Ale był tutaj płonący dom, obok była gigantyczna dziura w ziemi.
Moje oczy rozszerzyły się w przerażeniu, gdy dostrzegłam drobną sylwetkę leżącą na ziemi. Podbiegłam do niej, czując jak moje serce przyśpiesza, gdy rozpoznałam rude włosy.
- Alice?! - upadłam na kolana obok niej i szybko przyjrzałam jej się. Zamarłam. Kawałek metalu, czy cokolwiek to było, był wbity w brzuch dziewczyny. Z rano obficie sączyła się krew, która teraz już permanentnie zafarbowała na szkarłatny kolor jej zawsze nieskazitelnie czyste ubranie. Nie wiedziałam co mam zrobić.- Alice?
Rudowłosa otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Następnie uśmiechnęła się słabo.
- Akemi, nie spodziewałam się ciebie...- szepnęła cicho, a jej głos zdawał się znikać coraz bardziej z każdym słowem.- Ale to miła niespodzianka...Shun się pewnie ucieszy...
- To raczej mało prawdopodobne - rzuciłam oschle.- Alice, co się tutaj stało?!
- Lync...przyniósł mi...to...- lekko uniosła do góry poranioną dłoń, w której dostrzegłam nośnik danych. Zrozumiałam. To właśnie to Lync chciał jej przekazać.
- Gdzie on jest? - zapytałam spanikowana.- Alice, spokojnie, zaraz cię zabiorę do jakiegoś szpitala i...
- Daj spokój...- odparła a z jej oczu popłynęły łzy.- Nie możesz już mi pomóc...A Lync...on nie żyje...
- Co? A-ale...- nie wiedziałam nawet co powinnam zrobić czy powiedzieć. Dlaczego nagle to było takie trudne? Nigdy nie przepadałam zbytnio za Alice, ale teraz patrzenie na jej śmierć strasznie bolało.
- Akemi, ty i Shun...
- Alice, proszę, to naprawdę nie jest...
- Posłuchaj - przerwała mi już ledwo słyszalnie. Zamilkłam. Skoro to były ostatnie sekundy jej życia, nie chciałam się z nią kłócić.- On cię dalej kocha...
- Wcale nie, on...- zaczęłam, ale ponownie mi przerwała.
- Powiedział mi to...- przymknęła oczy.- Powiedział, że nigdy nie mnie pokocha, bo nie umie pozbyć się uczucia do ciebie...Proszę, Akemi. Poukładaj to. Wiem, że możecie. Nadal się kochacie...On cię potrzebuje...O wiele bardziej niż sam myśli...
- Alice...- nie udało mi się zatrzymać pojedynczych łez, które spłynęły po moich policzkach.
- Powodzenia...- jej oddech się zatrzymał. Dopiero teraz dotarły do mnie inne dźwięki naokoło, choć jej delikatny i słaby głos nadal szumiał mi w głowie.
 Zacisnęłam zęby. Złapałam kawałek metalu i wyszarpnęłam z jej ciała. Wiedziałam, że Shun ją znajdzie. Nie chciałam, żeby on to zrobił...Jego to pewnie zabolałoby o wiele bardziej niż mnie. Alice mimo wszystko wiele dla niego znaczyła.
Jej krew zabrudziła mi nieco ręce, ale nie martwiłam się tym teraz.
Zastanawiało mnie, dlaczego musiała odejść? Dlaczego akurat ona? Była o wiele lepsza ode mnie. Delikatna, łatwa do zrozumienia, zawsze taka kochana i życzliwa!
Usłyszałam ciche westchnienie, pełne niedowierzania. Podniosłam wzrok na czarnowłosego, który patrzył dokładnie na mnie, a z jego oczu ciężko było wyczytać jakie emocje nim kierowały. Jego wzrok skierował się na martwe ciało Alice a potem na krew na moich rękach.
- Ty...
Zbladłam. Dotarło do mnie jak to odebrał.
- Shun, nie...- wstałam powoli a moje oczy się rozszerzyły.- To nie jest to, co myślisz. Nie zabiłam jej! Próbowałam jej pomóc, ale byłam za późno i...
- Milcz! - wrzasnął, a ja się zatrzęsłam. Krzyknął. A jego głos był pełen złości.
- Dlaczego ty mnie raz nie posłuchasz? - spojrzałam na niego błagalnie.- Chociaż raz?!
- Myślałem, że tylko kłamałaś...A ty już całkiem jesteś jak oni - ostatnie słowo wypowiedział z nienawiścią.- Nie sądziłem, że aż do tego stopnia...
- Shun, zamknij się i raz daj mi coś powiedzieć!
- I jeszcze bezczelna - ruszył w moją stronę. Nie drgnęłam. Gdybym uciekła, uznałby to za przyznanie się do winy.- Pożałujesz tego..
- Proszę...- szepnęłam cicho, nie zrywając z nim kontaktu wzrokowego. Wyciągnęłam bezsilnie dłoń w jego stronę, zdając sobie za późno sprawę, że nie powinnam była tego robić. Nadal była tam krew Alice. Spojrzał na mnie z odrazą i zacisnął zęby.
Nie wiedziałam co mam zrobić, co powiedzieć. Wątpiłam, czy cokolwiek poprawi moją sytuację.
I wtedy rozwiązanie samo nadeszło.

****

Upadłam na ziemię, dość boleśnie lądując na czterech literach. Syknęłam cicho i rozejrzałam się zdziwiona. Przede mną stał Hydron. Nie wyglądał najlepiej. Sama nie wiedziałam, co jego twarz wyraża. Strach czy złość? Niepewność czy zdecydowanie? Nie umiałam tego określić.
- Hydron? - szepnęłam zdziwiona i rozejrzałam się. Byłam w pałacu, w jego pokoju. Znowu.
- Co cię tknęło, żeby teleportować się na ziemię?! - warknął, mrużąc oczy.
- Em..ja...to w sumie przez przypadek...- zmieszałam się.- Jak się tu znalazłam?
- Teleportowałem cię - mruknął i ruszył do drzwi.- Pamiętaj, że już więcej tam nie wrócisz. Rozumiemy się?
- A-ale co...
- Inaczej skończysz jak inni zdrajcy - rzucił mi ostre spojrzenie przez ramie.
- O czym mówisz? - zapytałam cicho.
- Lync już nie żyje - zaśmiał się, a od jego śmiechu przeszły mnie ciarki. Coś się w nim zmieniło.
- Co? Ty go zabiłeś?! - zerwałam się na nogi.
- Tak - położył dłoń na klamce.- I Volta także.
Moje usta rozchyliły się lekko w zdziwieniu. Wyszedł z pokoju, zostawiając mnie z tysiącem myśli.


 ****


Noooo, mam nadzieję, że się podobało : D
Długo trzeba było czekać, wiem, postaram się pisać częściej. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie xD
Aaaa i jeszcze w ramce po lewej jest link do mojego drugiego bloga, może niektórych to zainteresuje, a jak nie to trudno xD


czwartek, 27 września 2012

Rozdział 73 - Tym razem cię wykończę!

11 komentarzy:


W ostatniej chwili odskoczyłam, a sztylet śmignął mi tuż przed twarzą. Wbił się w ścianę obok. Spojrzałam zaskoczona na swoją przeciwniczkę. A bardziej dokładnie, na swoje odbicie. Dało się nas rozróżnić, pomimo identycznych potarganych czarnych włosów, dokładnie tej samej długości, pomimo równie szmaragdowych oczu, identycznego wzrostu.. Choć to wszystko było takie same z wyglądu, wcale nie było takie w realiach. Jej spojrzenie potrafiło zamrozić krew w żyłach, moje wywołać uśmiech. Jej głos był lodowaty i obojętny, mój dokładnie na odwrót. Emanowałyśmy nawet inna energią. Ja pozytywną, ona negatywną. Byłyśmy jak ogień i lód. Takie same na zewnątrz, zupełnie inne w środku.
Nienawiść błyszczała w jej oczach jak ogień w moich, kiedy jeszcze byłam z Shunem i  ruchem oporu.
- Tym razem cię wykończę! – wycedziła i rzuciła się w moją stronę. Ponownie wykonałam unik, w głowie planując atak.
- Zobaczymy, kto tu kogo wykończy! – syknęłam, uważnie rejestrując jej ruchy, a w głowie pojawiały się wspomnienia z naszych poprzednich walk. Trochę mnie rozpraszały nagłe powroty tych momentów, które były niemal jak ostry policzek, ale równocześnie pomagały mi w unikaniu jej ciosów.
Cios.
Unik.
Kolejne dwa ciosy.
Podskok.
Unik.
Podskok.
Cios.
Unik.
Cios.
Cios.
Cios.
Podskok i cios.
Cios.
Unik.
Szło mi za łatwo. Wcale się nie starała. Przecież tak jej zależało na mojej śmierci! Zwolniłam tempo, odskoczyłam w bok i cofnęłam się kilka kroków, uważnie przyglądając się siostrze. Uśmiechała się tajemniczo, na jej czole nie było nawet jednej kropelki potu. I co najdziwniejsze, wcale nie widać było po niej żadnych, nawet najmniejszych obrażeń.
- Co Ichiro? Poddajesz się? – zaśmiała się, a jej śmiech wywołał u mnie ciarki.
- Nie, ale ty jakoś słabiutko uderzasz – posłałam jej złośliwy uśmiech. Odwzajemniła taki sam uśmiech. Dotarło do mnie, że cokolwiek chciała dalej zrobić, byłam właśnie w odpowiednim dla niej stanie – nieruchoma.
Temperatura natychmiast spadła. Nim zdążyłam zareagować, poczułam przenikliwe zimno w nogach. Spojrzałam na nie zaskoczona. Były skute lodem, który zdawał się cały czas powiększać i ‘’obejmować’’ coraz większą część moich nóg. Podniosłam wzrok na Ayako, która stała tuż przede mną i od razu zadała cios w twarz. Gdyby nie lód który mnie teraz uwięził, przewróciłabym się.  Niezgrabnie zablokowałam kolejny jej cios, ale nie miałam szans obronić się przed następnym. Nie miałam jak się cofnąć. Ani iść do przodu, chociaż to teraz aż tak bardzo mnie nie martwiło. Zacisnęłam mocno powieki.
Myśl Akemi, myśl! Może i nie jesteś w tym za dobra, ale coś wymyślić musisz!
Muszę?
Przecież mogę pozwolić jej się zabić.
Tak po prostu to skrócić.
Bo na co miałabym jeszcze czekać? Przyjaciele się ode mnie odwrócili, nie chcą mnie znać. Shun zresztą także. A on był moją siła. I równocześnie słabością. Byłam słaba, bo go kochałam, ale równocześnie byłam najsilniejsza, bo on kochał mnie. Od kiedy pamiętam, w jego obecności stawałam się silniejsza. Lepsza…Więc na co mam jeszcze czekać? Kiedyś chciałam żyć, bo byłam ciekawa, co będzie dalej. Ale teraz? Był sens czekać?
Nie lepie byłoby po prostu…wyłączyć ‘’zasilanie’’?
Poczułam ciepłą ciecz w ustach, która później ściekła mi po brodzie.
Krew.
Moja siostra najwyraźniej nie przejmowała się moim brakiem obrony. Była bezlitosna.
Zimno z nóg teraz sięgało aż do brzucha.
- Poddaj się – powiedział jakiś cichy głosik w mojej głowie.- No, dalej, poddaj się. Tak będzie dużo łatwiej! I przestanie boleć…
Nie.
Nie!
To słowo nabrało jakiejś ogromnej siły.
Nie wiem, skąd pochodziła, ale była niesamowita.
Nie chciałam iść na skróty. Nie chciałam, żeby było łatwiej. Wszystko co miałam, i co również straciłam, było owocem ciężkiej pracy, ważnych decyzji i wybierania tych trudniejszych dróg. Samobójstwo, lub śmierć z własnej woli, jakby można to zakwalifikować z razie gdybym dała Ayako się zabić, byłoby słabością.
A ja byłam silniejsza.
Wytrzymałam już tyle! Dałam radę z setką problemów! Udało mi się nawet pozbierać po utracie moich najbliższych! I choć moje życie było teraz całkowitym chaosem i niewiadomą, żyłam nim. I dawałam radę.
Otworzyłam oczy.
Nie mogłam się już ruszyć, mój oddech zwolnił. Bicie serca również stawało się słabsze, słyszałam je teraz.
Wizja była niewyraźna, lód zasłonił także i moją twarz. Pokrył mnie całą.
Poza szumem w głowie, jakbym wypiła co najmniej kilkanaście butelek wina, nic nie słyszałam.
Dostrzegłam zniekształconą sylwetkę Ayako.
Nie słyszałam jej głosu, ale z ruchu ust wychwyciłam tylko ‘ Przegrasz’.
            Czas się na chwilę zatrzymał, a przynajmniej odniosłam takie wrażenie. Przenikliwe zimno rozchodziło się po całym moim ciele, Az do serca. Moje płuca przestały pracować, nie mogąc wychwycić już ani krzty powietrza. Zabawne, ale czułam, że odchodzę. Moje wspomnienia zaczęły mi śmigać przed oczami, jakby chciały mi jeszcze raz pokazać, jak wiele straciłam za życia.
            Jednak wcale nie poczułam żalu. Wręcz przeciwko, gdy wspomnienia zaczynające się tak wcześnie jak trzy lata od urodzenia, idąc dalej po poznanie Akiry, walki z siostrą, zesłanie do Nowej Vestroi, poznanie wojowników, walki z vexosami, mój pobyt na ziemi, powrót do Vestali a kończąc na balu i późniejszym pobycie z vexosami i tęsknotą za przyjaciółmi, dawały mi chęć życia. Może to było głupie i irracjonalne, ale dzięki tym wspomnieniom, chciałam dalej żyć. Naprawdę tego chciałam…
Serce znowu zaczęło bić, przyśpieszając do niesamowicie szybkiego tempa. Przenikliwe zimno zastąpiło ogniste ciepło. Ból w klatce piersiowej się nasilił, wołając o tlen. Zobaczyłam zaskoczoną twarz Ayako, a potem mrugnęłam.
Niby nic wielkiego, zwykłe mrugnięcie.
Ale cały lód się stopił, gdy ciepło zaczęło ode mnie emanować. Złapałam łapczywie powietrze, krztusząc się i mocno zaciskając palce na koszulce, dokładnie na środku płuc.
- J-ja…- podniosłam wzrok na siostrę, która zamarła, sparaliżowana przez szok (termiczny xDD – Dop. Autorki). Teraz widziałam w niej to samo, co gdy patrzyłam w lustro po balu. Drobną, przestraszoną dziewczynkę, bez najmniejszego pojęcia co ma teraz ze sobą zrobić. Uśmiechnęłam się do niej, po czym wzięłam wdech i kolejne słowa wykrzyczałam.- Może i przegram, ale ty NIGDY nie wygrasz!
Wstałam, mierząc ją wzrokiem.
- A-ale…- zaczęła się jąkać.- Przecież…zawsze byłaś słabsza ode mnie! Poprzednim razem to cię zabiło! Ocalałaś tylko dlatego, że Apollonir przekazał ci trochę swojej energii i wysłał do Nowej Vestroi! – jej głos drżał, zdradzając jak zdesperowana była, aby się mnie pozbyć.
- Czy nasi rodzice żyją? – zapytałam, siląc się na spokój.
- Co cię to teraz obchodzi?! Zadałam ci pytanie! – z jej ręki wystrzelił srebrny promień energii. Bez problemu go zablokowałam.
- Wiesz, dlaczego teraz jestem silniejsza? – przymknęłam na moment powieki.- Dlaczego tym razem nie potrzebowałam niczyjej pomocy, aby ocaleć? Bo dzięki pobytowi w Nowej Vestroi doświadczyłam wszystkiego, czego…czego…- otworzyłam zaszklone oczy.- Czego potrzebowałam, aby stać się silniejsza od ciebie. Nigdy nie doświadczyłaś miłości. Nie doświadczyłaś przyjaźni. Nie doświadczyłaś uczucia, jakim jest chęć przetrwania, ale nie dla siebie, tylko dla kogoś. Ani tego, jaką radość i jakie szczęście daje widok uśmiechniętych przyjaciół, gdy wracasz z wyprawy, z której miałaś teoretycznie nie wrócić. Nie znasz uczucia, gdy przyjaciele cię przytulają, a ty czujesz się potrzebna. Czujesz się…niepokonana. I właśnie to mi dała przyjaźń. Dała mi wszystko, czego potrzebowałam w życiu doświadczyć. Więc pewnie powinnam ci podziękować, bo choć nie chciałaś, to dzięki tobie samej, jestem kim jestem i dzięki tobie dostałam taką siłę…- jej oczy rozszerzyły się w przerażeniu, gdy cofnęłam się o kilka kroków i wyszarpnęłam ze ściany sztylet.- Nie chcę cię zabijać, bo jesteś moją siostrą. Jedyną częścią mojej rodziny, która żyje. Ja cię nie nienawidzę, jak ty mnie. Chciałabym, żebyśmy mogły się pogodzić i zaprzyjaźnić, ale…w życiu nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli.
Naokoło mnie wytworzyła się dobrze mi znana czerwona aura. Włosy zaczęły się unosić, a moje dłonie paliły. Wyszeptałam ciche ‘Przepraszam’ i rzuciłam się w jej stronę.

***

- Coś ty narobiła?! – Shadow biegał jak wariat (nie, żeby nim nie był…)  w kółko, podczas gdy Lync oraz Hydron usiłowali ugasić ogień. Ja tymczasem siedziałam sobie na podłodze, plecami opierając się o ścianę, prawą rękę opierając na zgiętym kolanie, wpatrując się uważnie w resztkę płomieni.- Ichiro, gadam do ciebie!
- To przestań, nie wychodzi ci – mruknęłam obojętnie, bez najmniejszych emocji.
- Jak to się stało? – Mylene, która uważnie mnie obserwowała przez cały czas, zapytała podejrzliwie.
- Moje umiejętności nieco wymknęły się spod kontroli …- skłamałam cicho.
- NIECO?! – Lync wrzasnął, patrząc na mnie oburzony.
- Ej, skup się tutaj! – Hydron skarcił go, przy okazji uderzając różowowłosego ręką po głowie. Najmłodszy vexos mruknął coś pod nosem i kontynuował pomaganie mu.
- A skąd krew na twojej bluzie? – niebieskowłosa wiedźma zauważyła te kilka kropelek, tuż przy mojej lewej kieszeni. Nieco się speszyłam.- Akemi!
- To spowiedź, czy coś? – zapytałam wymijająco.
- Odpowiedz! – Mylene naciskała.- Pokaż co masz w kieszeni!
- Tnę się, okej?! – wypaliłam co mi do głowy przyszło, wypuszczając swoje negatywne emocje, więc głos brzmiał jak powinien. Wszyscy zamarli i spojrzeli na mnie. Odwróciłam wzrok, aby zrobić lepszy efekt. Mylene pierwsza się ocknęła ze zdziwienia. Nim się zorientowałam, sięgnęła do mojej kieszeni i wyciągnęła zakrwawiony sztylet. Równie szybko go jednak wypuściła, zapewne w obawie, iż brudzi swoje śnieżnobiałe rękawiczki. – Mówiłam…
Zgarnęłam sztylet do kieszeni i dalej wpatrywałam się w płomienie.
- Aki, chodź – Hydron kucnął przy mnie. Spojrzałam na niego, jakbym widziała go po raz pierwszy w życiu.
- Co? Dokąd? – wymamrotałam nieprzytomnie. Nadal nie mogłam się oswoić z myślą, że zabiłam własną siostrę. Była zła, i jej śmierć była jedynym rozwiązaniem, ale…ale mimo wszystko, odebrałam komuś życie, coś, o co w sumie walczyłam. I ta myśl nie napawała mnie optymizmem, ani dumą. Wręcz przeciwnie, czułam się podle.
Blondyn objął mnie ramieniem i pomógł mi się podnieść. Następnie bez odpowiedzi zaczął mnie prowadzić wzdłuż korytarza. Gdy spojrzałam niepewnie za siebie, Mylene miała niebezpieczny błysk w oku i patrzyła dokładnie na mnie. Szybko obróciłam głowę i oparłam ją na ramieniu księcia.

 ***

Tak, tak, wiem że notki długo nie było, możecie mnie zabijać czym chcecie, łyżkami, mydłem, wodą święconą ( O.O'') i co tam jeszcze macie xD
Ale uh, najpierw nastąpił brak weny, potem nie miał kto mnie zmotywować, potem szkoła mnie całkiem pochłonęła, ale w końcu się zebrałam i oto i rozdział!
Osobiście tak średnio mi się podoba...ale to zostawię już waszej ocenie ^ ^
Następny rozdział postaram się dodać szybciej :D


wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział 72 - A jakbym spotkała księcia na białym koniu to powiedziałabym mu, że jest frajerem!

9 komentarzy:


            Wpadliśmy do kuchni jak huragan, przepychając się i śmiejąc niemal do łez. Szybko się rozejrzeliśmy po czym skierowaliśmy w kierunku olbrzymiej lodówki. Wyjęliśmy stamtąd lody, złapaliśmy łyżki po czym usiedliśmy. Ja usiadłam po turecku na blacie kuchennym a Hydron wybrał coś bardziej normalnego, mianowicie krzesło. Zaczęliśmy się zajadać lodami. – Miałeś rację – uśmiechnęłam się.- Są przepyszne!
- Mówiłem – wyszczerzył się.- W końcu jestem księciem, nie? Swoją drogą Akemi, nie myślałaś nigdy…znaczy…nie chciałaś nigdy zostać…księżniczką?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Czy ja ci wyglądam na księżniczkę? – spojrzałam na niego wymownie.- Jestem wojowniczką, nie królewną. Wiesz, ja nigdy nie chciałam być księżniczką, nawet jako dziecko. A jakbym spotkała księcia na białym koniu to powiedziałabym mu, że jest frajerem!
Chłopak parsknął śmiechem, niemal krztusząc się lodami.
- Dobrze, że nie mam białego konia – skwitował, nadal nieco kaszląc.
- Dla ciebie i tak już za późno – zachichotałam.- I tak jesteś frajerem!
- Dzięki wielkie! – rzucił urażony. Przekręciłam oczami.
- Oj daj spokój, wygłupiam się tylko – uśmiechnęłam się ciepło.- Chociaż…
- Ichiro, nie przeginaj – pogroził mi palcem jak dziecku.- Gdybyś nie była moją teoretyczną narzeczoną, pewnie byś już nie żyła.
- C-co?! – wykrzyknęłam zaskoczona, patrząc na niego jak na ufo. Ten wzruszył tylko ramionami.
- Wiesz, ojcu jesteś już potrzebna tylko do ożenku ze mną, więc…
- Rozumiem – skinęłam głową.- W takim razie…chyba powinnam ci podziękować…
Czułam się…źle. Trochę się chyba bałam. Dotarło do mnie, że w takim razie mój los zależy teraz od nieco rozkapryszonego księcia z huśtawkami humoru i nastroju. To nie brzmiało dobrze, ale wolałam tego nie okazać. Nie chciałam, żeby za bardzo rozsmakował się w fakcie, że muszę mu w takim razie podlegać.
- Powinnaś – uśmiechnął się zadowolony.- Jak mi się odwdzięczysz?
- Wiedziałam, że tu jest jakiś haczyk – westchnęłam.- A jakbyś chciał? ;D
- Hmm…- zamyślił się.- Zadam ci pytania, a ty odpowiesz szczerze, zgoda?
Nieco pobladłam, ale skinęłam głową.
- Zgoda – potwierdziłam.
- Masz mówić prawdę – wbił we mnie świdrujące spojrzenie.- Jasne?
- Jak słońce – mruknęłam.- Pytaj w takim razie.
- Dlaczego zawsze sprawiałaś tyle problemów?
- Bo tak chciałam – odparłam beznamiętnie.
- Dlaczego stanęłaś po stronie wojowników?
- Bo to było słuszne.
- Dlaczego? – zmrużył nieco oczy.
- Bo tak uważam – siliłam się na spokojny ton głosu.- I zanim zapytasz ‘dlaczego’ to odpowiem, że po prostu jestem buntowniczką.
Blondyn pokiwał głową.
- To zmieńmy temat – uśmiechnął się lekko.- Co cię łączy z Kazamim?
Łyżka wypadła mi z ręki, wpadając do kubła lodów, podczas gdy ja spojrzałam zaskoczona na Hydrona.
- C-co? – wypaliłam tylko, nieco otępiale.
- Widzę, że coś was łączy – odparł spokojnie.- I jestem bardzo ciekawy, co takiego.
Przełknęłam ślinę, zastanawiając się, jak mam na to odpowiedzieć, nie mówiąc mu zbyt wiele.
- Byliśmy parą – odpowiedziałam po dłużej chwili.
- Byliście? – jego oczy nieco się rozszerzyły.- Nie rozumiem, jak mogłaś się w nim zakochać…
- To nie jest pytanie – syknęłam zirytowana.
- No tak, tak – uśmiechnął się triumfalnie.- Dlaczego już nie jesteście razem?
- Bo…bo…- nie umiałam na to odpowiedzieć. Sama tego nie wiedziałam, więc jak miałam mu to powiedzieć?
 Dlatego, że już nie potrafimy sobie zaufać? Dlatego, że nie umiemy już razem być? Że coś się między nami zepsuło? Mur porozumienia runął w ciągu kilku minut. Byliśmy na etapie patrzenia tylko na cegły, pozostałości muru, nie odbudowywaliśmy go. W sumie, to chyba nawet nie umieliśmy tego zrobić. Wcześniej oddałabym wszystko, żeby móc z nim być, wrócić i na nowo odnaleźć to, co straciliśmy. Ale ‘wcześniej’ się skończyło. Czas nie leczył ran, jak powinien. One się nie zabliźniły. Nadal były otwarte. Im dłużej odwlekaliśmy rozmowę tym bardziej czułam, że już tego nie chcę. Nie chcę na nowo tego przechodzić, bo bałam się. Że się znowu sparzę, że nam nie wyjdzie, tak jak teraz. Że on mi już nigdy nie zaufa a nie zamierzałam go o to błagać na kolanach. Już nie. Wypadało by, żebyśmy powiedzieli sobie słowo ‘przepraszam’, ale tu był kolejny problem. On chciał, żebym powiedziała to jako pierwsza. Nie miałabym nic przeciwko, w końcu to moja wina, ale wiedziałam, że jego to nie ruszy i on nie powie tego słowa. Dlatego ja także go nie chciałam wypowiedzieć, bo czułam, że to i tak nie będzie miało sensu. Westchnęłam cicho. Musiałam mu coś odpowiedzieć.
 – Bo nie mogliśmy i tyle.
Blondyn skinął lekko głową, najwyraźniej dostrzegając mój smutek.
- Chciałbym mieć taką dziewczynę jak ty – powiedział po chwili a ja podniosłam na niego zdziwiony wzrok.- Ale chciałbym, żeby tamta druga mnie kochała.
- Mam siostrę bliźniaczkę, ale raczej nie jest taka jak ja – odparłam, patrząc otępiale gdzieś przed siebie.
- Spójrz na mnie – jego ton głosu był dość ostry. Skierowałam na niego wzrok. Wstał i podszedł do mnie.- Dlaczego go kochasz?
- J-ja…- byłam nieco skołowana.
- Co on ma, że go pokochałaś? – złapał mnie za kołnierz bluzy a jego ręce drżały.- Co to jest?
Zawahałam się. Nie wiedziałam, czemu tak się zdenerwował, ale gdy spojrzałam mu w oczy, zrozumiałam. On nigdy nie zaznał miłości, bolało go, że ja tak, że kogoś miałam.
- Wiesz, dlaczego z nim byłam? – zapytałam cicho a jego oczy się nieco zaszkliły.- Miałam setki powodów, dlaczego nie powinnam z nim być. I tylko jeden, dlaczego tak.
- Jaki?! – głos mu już drżał.
- Byłam szczęśliwa – wyszeptałam i przymknęłam oczy, a łzy spłynęły mi po policzkach. Puścił mnie.- Ale czasami żałuję, że dostałam ten ogień. Gdyby to się nie stało, nie sparzyłabym się.
- Ale sama mówiłaś, że byłaś szczęśliwa – otworzyłam oczy i zmusiłam się, żeby na niego spojrzeć. Patrzył na mnie z utrapieniem i zdziwieniem jednocześnie.- Było warto? Czuć to szczęście, nawet przez krótką chwilę? Było?
            Uważnie zastanawiałam się nad jego pytaniem. Przymknęłam ponownie oczy i zalała mnie fala wspomnień. Każde jedno, w którym znajdował się Shun. Każde jego spojrzenie, którym chciał mi przekazać wszystko to, czego nie potrafił wyrazić na głos. Wspomnienie jego rozczarowania starło się ze wspomnieniem jego uśmiechu. Niemal czułam jego dotyk, idealnie pamiętałam każdy nasz pocałunek. Tyle razy walczyliśmy…
- I przegraliśmy…- wyszeptałam, nie mogąc pohamować łez.
- Co?
Otworzyłam oczy i spojrzałam na zdezorientowanego księcia.
- Wiesz co? Jak dla reszty, nie było warto, bo przegraliśmy – uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam drżeć.- Ale jak dla mnie…było warto.
- Walczyłabyś jeszcze o to uczucie? – zapytał, łapiąc moje dłonie. Spojrzałam mu w oczy.
- Poddałam się – wymusiłam uśmiech.
- Przestałaś go kochać?
- Poddać się, nie znaczy przestać kochać – szepnęłam.- To znaczy przestać walczyć.

***

            Spacerowałam po pałacu, mocno zaciskając pięści.
- Jestem żałosna – mruknęłam do siebie.- I za słaba, Ayako miała rację…
Nie mogłam sobie darować, że to nadal przeżywałam. Że…tęskniłam. Czy to czyniło mnie masochistką? Tak, chyba tak. Ale to było jak…jak nałóg. Gdy już udało mi się go rzucić, skusiłam się na kolejną dawkę w nadziei, że będzie lepiej. I wracałam do leczenia, które nie było ani łatwe, ani przyjemne. Tak w kółko i nadal z tym przegrywałam…
- Zamknij się, nie pytam cię o zdanie! – usłyszałam głos Mylene i podniosłam wzrok. Rozejrzałam się, ale naszej kochanej wiedźmy nie widziałam. Nagle ponownie się odezwała, gdzieś pode mną. Kucnęłam.- Uda się, musi.
Przyłożyłam ucho do podłogi. Co ona znowu knuła?
- Mylene, proszę cię, on nie jest tobą zainteresowany – usłyszałam rechot Shadowa.- Raczej nie jesteś w jego typie…
- Mam to gdzieś, czy jestem czy nie. To głupiec, łatwo go nabiorę – jej głos był niewzruszony, jak zawsze. – On chce tylko trochę uczucia, więc to nie będzie trudne.
- Nawet jeżeli go jakoś w to wkręcisz, Ichiro jest nadal jego narzeczoną! Twój plan trochę nie działa! – białowłosy najwyraźniej nieźle się bawił.
- Jest nią, do póki oddycha…
Przełknęłam ślinę i podniosłam się. Ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Taaa, nie ma dnia, żeby ktoś nie chciał mnie zabić…
Westchnęłam i pokręciłam głową z uśmiechem. Wiem, niby nie było nic w tym zabawnego, bo Mylene była bezwzględna i okrutna, śmierć mogła mnie czekać z każdej strony, gdy ona tego chciała, ale…hej, przecież coś musi się zawsze dziać!
            Byłam w połowie drogi do swojego pokoju, gdy zobaczyłam, jak Volt wchodzi do jednego z pomieszczeń. Postanowiłam z nim pogadać. Szybko podbiegłam do drzwi, za którymi zniknął czerwonowłosy i otworzyłam je. Stał, klikając coś na gantlecie. Gdy usłyszał mnie, podniósł spanikowany wzrok, po czym szybko się uspokoił.
- Och, to tylko ty – odetchnął.
- Tak, tylko ja – skinęłam głową, będąc nieco zaniepokojona. Volt i panika?- Co robisz?
- Em…ja…Akemi, ja muszę zniknąć – odparł, siląc się na spokój.
- Na długo? – zapytałam smętnie.
- Na zawsze.
Pokiwałam głową, czując nadchodzący smutek i panikę.
- Rozumiem…- szepnęłam, bojąc się. Teraz, gdy nie będzie tu Volta, nikt mi już nie pomoże. Nigdy go w sumie nie prosiłam o pomoc, on sam mi ją dawał, tak bezinteresownie…- W takim razie…powodzenia…
- Nawzajem…Nie daj im wygrać ani nad sobą zapanować – uśmiechnął się lekko.- Oboje wiemy, że dasz radę przeciwko nim…- wbił wzrok w gantlet.
- Żałuję – wypaliłam szybko a on spojrzał jeszcze raz na mnie.- Że nie zostaliśmy przyjaciółmi…
- Ja też, ale to nie było zbytnio możliwe – ponownie się uśmiechnął.- Może gdybyśmy się spotkali w innych okolicznościach, w innym miejscu i innym czasie…
- Tak, wtedy pewnie tak – wymusiłam uśmiech.- Powodzenia, Volt. Uciekaj, zanim cię złapią.
Skinął głową i w sekundzie zniknął. Westchnęłam zrezygnowana. Świetnie…Zostałam tu, praktycznie sama, na łasce Hydrona, z Mylene pałającą rządzą mordu oraz Shadowem, który pewnie najchętniej pokroiłby mnie na kawałki i dodał moją wątrobę do swoich trofeum….Czy może być gorzej?!
- Nie zapomniałam o tobie…- za mną rozległ się głos mojej siostry.
- Tak, może…- odpowiedziałam sobie, całkowicie załamana.

***

Muahaha tak, już się przeniosłam. Niedługo uzupełnię jeszcze streszczenia i w ogóle...Aaa i odpowiedź na pytanie, dlaczego tu są rozdziały dopiero od 48 w górę : Bo tamte wcześniejsze są tak dołująco 'DO POPRAWY', że je zostawiłam na starym blogu do czasu, aż je poprawię. A więc....nie szybko :P
Aaa i taka mała informacja dla ludków, które są na bieżąco z historią...Na starym blogu poprawiłam nieco pierwsze rozdziały i w drugim, bliżej końca, jest coś....coś...hmm....Takie coś, co nieco Wam podpowie odnośnie Aki i jej przeszłości :D
No i chciałam jeszcze zaprosić wszystkich czytelników na bloga mojej kochanej Corn, która wreszcie powróciła do pisania! <psycho śmiech>
Aaaa i chyba niedługo zorganizuję mały konkurs, ale to jeszcze zobaczymy!
Do następnego! :)